środa, 13 lipca 2011

"Sztuka politycznego morderstwa, czyli kto zabił biskupa" - Fransisco Goldman

   Gwatemala - małe państewko w Ameryce Łacińskiej borykające się z bagażem problemów wewnętrznych przewyższającym jego siły. Latami drążył je robak społecznych nierówności, ucisku szarych obywateli ze strony zarówno rządzących, jak i wojska, targane było ogniem krwawej i niehumanitarnej wojny domowej, podczas której zdeptano fundamentalne prawa człowieka. Lecz w końcu znalazł się ktoś, kto pragnął uciszyć rozszalałe demony zniszczenia, pragnął przywrócić w swoim kraju wartości i podeprzeć rozchwianą moralność; chciał poprowadzić Gwatemalę ku lepszemu. Człowiekiem tym był biskup Gerardi. 26 kwietnia 1998 roku został on brutalnie zamordowany.
   Na całość recenzji zapraszam do mnie: Kartek szelest.
 

niedziela, 10 lipca 2011

Gringo wśród dzikich plemion, Wojciech Cejrowski


Długo się do tej książki zabierałam. Na początku polecała mi ją gorąco Biblionetka, ilość osób, które oceniały ją pozytywnie zaiste robi wrażenie. W zeszłym roku podczas powrotu z Mazur kupiłam ją w Mrągowie z rąk autora i mam nawet jego autograf oraz zdjęcie jako namacalne dowody tegoż faktu. A mimo to nie mogłam jakoś się przekonać, chociaż mój mąż zapłakiwał się ze śmiechu i nie mógł oderwać, podobnie znajomi. Problem polega na tym, że nie podzielam poglądów Wojciecha Cejrowskiego, a jego niektóre zachowania niesamowicie mnie drażnią. Postanowiłam jednak spotkać się z nim wyłącznie jako podróżnikiem, a w tym zakresie trzeba mu przyznać ma bogate doświadczenie i co więcej umie o tym doskonale pisać.

Dalszy ciąg recenzji na moim blogu. Zapraszam.

poniedziałek, 4 lipca 2011

Mariusz Szczygieł, Niedziela, która zdarzyła się w środę


Szczygieł w swych tekstach skupia się przede wszystkim na zwykłym, przeciętnym człowieku. Przedstawia próby Polaków odnalezienia się w nowym ustroju. Poznajemy zatem pracowników firmy Elwro, którzy zostali zwolnieni po przejęciu zakładu przez niemiecki koncern, zaglądamy do listów pisanych do Rzecznika Praw Obywatelskich, w których zawarte są bolączki ówczesnego obywatela polskiego, czytamy historię Henryka Tkaczyka z Tomaszowa Mazowieckiego- szefa fabryki makaronu, który znęca się psychicznie nad pracownikami, by dzięki temu podbudować swe chore ego. 
Do przeczytania całego tekstu zapraszam na swojego bloga.

niedziela, 3 lipca 2011

Podróże z Charleyem - John Steinbeck

John Steinbeck - Podróże z Charleyem
Wydawnictwo SAWW
Rok wydania cop 1991
ISBN 83-85066-34-9
Ilość stron 268



Noblista reporterem? A dlaczego nie?
"Kiedy byłem bardzo młody i czułem natarczywe pragnienie znalezienia się gdzie indziej, ludzie dojrzali zapewniali mnie, że dojrzałość uleczy te zachcianki"


     Nie uleczyła. Steinbeck w wieku 58 lat rusza w drogę, by szukać Ameryki. Czyni niezbędne przygotowania. Przystosowuje do drogi ciężarówkę -  Rosynanta, zabiera psa, który ma być lekarstwem na samotność i rusza w drogę, by Ameryki szukać... w ludziach.
     Powinnam peany prawić na cześć noblisty, ale szczerze powiem,   że z książką kontaktu złapać nie mogłam. Przesilenie wiosenne, zmęczenie materiału? Podczas czytania myśli uciekały gdzieś w zupełnie inne rejony i podróż ze Steinbeckiem na dobre mi nie wychodziła. Około trzeciej części drogi nasze się zeszły i nie musiałam wracać kilkakrotnie do stron przeczytanych. 
     Książka mnie zaskoczyła - "Podróże z Charleyem. W poszukiwaniu Ameryki"  to książka nie o  Ameryce w sensie geograficznym, krajoznawczym, a o ludziach. Steinbeck chce poznawać ludzi, szuka z nimi kontaktów, rozmawia, poznaje ich problemy, życie, poglądy.  Odwiedza rodzinne strony, przyjaciół.  Porusza problem rasizmu, z którym się nie godzi. 
To również książka o psie, tytułowym Charleyu, który jest towarzyszem doli i niedoli w podróży. Autor i Charley wspierają się nawzajem. I w zdrowiu, i w chorobie. A więc książka nie tylko dla fanów Steinbecka, ale także dla miłośników psów i ... indyków. 

Szkoda, że w książce nie ma fotografii, urozmaiciłyby zapis tej niecodziennej podróży. Czy w ogóle istnieje jakaś dokumentacja fotograficzna? Może warto by poszukać?
     Książka została wydana w roku 1962 i zbiegła się z przyznaniem autorowi nagrody Nobla.   Trzeba przyznać, że Steinbeck jest autorem lubianym i czytanym. Cóż, moje "przepychanki" z książką raczej z winy mojego braku koncentracji niż autora, bo jak większość czytających, Steinbecka lubię. Zatem książka do ponownego czytania w stosowniejszym dla mnie okresie.  

piątek, 1 lipca 2011

Żyjący z wilkami

Shaun Ellis, Penny Junor
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2011

Żyjący z wilkami to świetna (auto)biografia człowieka, który poświęcił się realizacji pasji zrodzonej w dzieciństwie, spisana przez Penny Junor. Shaun Ellis, bohater i narrator tej niesamowitej historii, wiele lat przeżył wśród wilków, w tym kilka miesięcy dosłownie, jako członek wilczej watahy. Nikt przed nim nie dokonał chyba czegoś takiego. To nie jest opowieść o dziecku porwanym albo porzuconym i wychowanym przez wilki, Shaun Ellis świadomie, jako dorosły już człowiek, dokonał wyboru i dobrowolnie przystał do stada na prawach samca omega, czyli – jak się powszechnie uważa, ale co według niego rozmija się z prawdą – najniżej postawionego osobnika w wilczej watasze.

Książka wciąga, miejscami jest jak najlepsza powieść przygodowa, a spostrzeżenia autora i opis wilczych zwyczajów odbiegają zarówno od oficjalnej wiedzy o tych zwierzętach, jak i od stereotypów. Nie wszystkie jego eksperymenty się powiodły, a większość wniosków nie znalazła uznania naukowców, ale to nie jest istotne dla mnie jako czytelnika. Ja po prostu z przejęciem czytałam o wszystkich wyrzeczeniach Ellisa i o tym, czego w zamian doświadczył. 

Czułam, że ta książka mi się spodoba, gdy tylko przeczytałam o niej w zapowiedziach na jednym z książkowych portali internetowych. Kupiłam ją i choć przy obecnych cenach nowości nieczęsto zdarza mi się uznać, że książka warta była wydanych pieniędzy, to w tym przypadku tak właśnie jest, zarówno ze względu na treść, jak i poziom wydania. Kilka pięknych i rozczulających zdjęć, powoduje, że chciałoby się obejrzeć jeszcze więcej. Ale najpiękniejsza w tym wszystkim jest dla mnie opowieść o wilkach i o człowieku, który pokochał je tak, że postanowił żyć razem z nimi.
Więcej na moim blogu. Zapraszam.

niedziela, 26 czerwca 2011

Raz, dwa, trzy, giniesz ty!


„Lekcje Chińskiego. Dzieci rewolucji kulturowej i dzisiejsze Chiny” John Pomfret

„Lekcje chińskiego” Johna Pomfreta stanowią  próbę opisania i zrozumienia najnowszej, niełatwej historii Chin. Próbę tym ciekawszą, iż przedstawioną z perspektywy uczestnika przemian i wydarzeń kluczowych dla Państwa Środka ostatnich trzydziestu lat.

Na mocy porozumień amerykańsko-chińskich oraz stopniowego ocieplenia stosunków na linii tych dwóch mocarstw, Pamfret  jako jeden z pierwszych i nielicznych osób amerykańskiego pochodzenia, miał szansę studiować na Uniwersytecie Nankińskim w latach 80. Upór i pasja sprawiły, że trafił do totalnie innego świata okaleczonego kolejnymi, destrukcyjnymi eksperymentami Mao i jego popleczników. Straszliwe w skutkach reformy (wielki skok, rewolucja kulturowa)  pochłaniające miliony istnień ludzkichna zawsze naznaczyły akademickich współtowarzyszy autora. Praca Pomfreta jest próbą pokazania, właśnie przez pryzmat chińskich przyjaciół, miażdżącej siły historii, która bezwzględna i okrutna nie oszczędziła w tym komunistycznym kraju nikogo.

Całość recenzji >>TUTAJ

środa, 22 czerwca 2011

Biała gorączka, Jacek Hugo-Bader


Nazwisko Jacka Hugo-Badera wielbicielom literatury faktu nie powinno być obce. Wyraziste, znakomite teksty wielokrotnie przyciągały moją uwagę w prasie. Tym razem sięgnęłam po dwuczęściowy zbiór reportaży pod tytułem Biała gorączka. Pierwsza część nosi tytuł Znikający punkt i jest zapisem podróży przez Syberię z Moskwy do Władywostoku. Druga, o poetyckim tytule Pułapka na anioły, stanowi zbiór tekstów na temat Rosji i krajów postsowieckich. Wszystkie teksty łączy bardzo przejmujący obraz ludzi i ich losów, często tragicznych, naznaczonych piętnem sowieckiej przeszłości, biedy, chorób, alkoholu, narkotyków. To nie jest świat z kolorowych czasopism czy pierwszych stron gazet, pełen bogactwa i znaczenia. Autor pochyla się najczęściej nad ludźmi z samego dna, wykluczonymi, skazanymi na zagładę. Potrafi do nich dotrzeć, nie ocenia, tylko obserwuje, a powstający bliski kontakt przekłada się później na niezwykłe portrety i obrazy.
Zapraszam na mój blog.

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Rondo de Gaulle'a

Olga Stanisławska
Wydawnictwo Książkowe Twój Styl, Warszawa 2001

Tytułowe Rondo de Gaulle'a to wielki płaski kawał pustyni w środku Czadu. To mniej więcej połowa trasy, jaką w ciągu roku przebyła Olga Stanisławska. Ruszała z Casablanki w marcu 1995 roku i przez kraje Afryki zachodniej dotarła do Kinszasy. Jej książka, to reportaż drogi napisany literackim językiem, złożony z wrażeń i impresji, z krótkich chwil i scen z życia spotykanych po drodze ludzi. 
 
Za sprawą autorki odkrywamy Afrykę zupełnie odmienną, niż w utartych schematach naszej wyobraźni o Czarnym Lądzie. Ani to raj z opowieści Karen Blixen ani piekło Conrada. Stanisławska nie podąża też utartymi szlakami, przez miejsca masowej turystyki dostosowane do potrzeb Europejczyków, jej Afryka nie ma nic wspólnego z wakacyjnymi wspomnieniami z plaż Tunezji czy sawanny w parku Serengeti. Afryka, którą opisuje, to czyjś dom. Ludzie żyją tam na stałe, rodzą się, żenią, walczą, umierają. O nich jest ten reportaż. Czasem są to dłuższe ludzkie historie, czasem trochę przeszłości kraju, który odwiedziła, czasem tylko migawki z króciutkich spotkań z drugim człowiekiem, nie mające dalszego ciągu. Historie bardzo różne, tak jak różni są ludzie, których spotkała. 
 
A spotykała doprawdy różnych: nomadów podążających za swoimi stadami w poszukiwaniu studni i pastwisk, mauretańskich niewolników, którzy dziś już wolni według prawa, mogą zostać u swoich panów albo przymierać głodem, Pigmejów rozdartych między dawnym sposobem życia w puszczy a pokusą pełniejszego brzucha w zamian za pracę u pogardzających nimi osiadłych plemion, handlarzy diamentami i byłych najemników. Istna mozaika stylów życia, zasad, religii i wyborów.

Więcej na moim blogu. Zapraszam.

środa, 15 czerwca 2011

Halina Korolec-Bujakowska "Mój chłopiec, motor i ja"

Jest rok 1934. Młode małżeństwo Bujakowskich poczuło zew przygody i postanowiło wyruszyć w podróż ich życia. Zakupują zatem motor  B.S.A W 19-484 PL, który na trzy lata stanie się niemalże ich domem. Cel- Szanghaj. Niemożliwe? A jednak!  Pewnie ciekawi Was, co pchnęło młode, zamożne małżeństwo do trzyletnich wojaży w spartańskich warunkach? A czy musi być jakiś powód? Wystarczy, że idea narodziła się w głowie, bo przecież jedną z wartości, nadającą sens życiu jest realizowanie swoich marzeń- „(...) iść za marzeniem i znowu iść za marzeniem i tak do końca” – jak to w swym czasie powiedział Joseph Conrad.
Wyruszają zatem z Druskiennik, by 23.08.1934 roku oficjalnie skierować koła motoru w stronę Chin. 

Do przeczytania całego tekstu zapraszam do mojego kącika z książkami.

sobota, 11 czerwca 2011

Witaj Bombaju! Wykrzycz swoje życie!



„Maximum City Bombaj” Suketu Mehta

„W nagiej dziewczynie jest osiem milionów opowieści”[1] pisze Suketu Mehta określając kobiety mieszkające w bombajskich dzielnicach czerwonych latarń. Współuczestniczki święta industrializmu. Najbardziej oddane słuchaczki głosu (wielogłosu) miasta. Jednakże nie tylko one noszą w sobie historie, fakty, marzenia. Bombaj lub trafniej Mumbaj[2], gdzie liczba obywateli obecnie sięga około 17 mln, cały stworzony jest z opowieści. I tylko odważny i szalony człowiek (czytelnik) zdecyduje się na dokładne określenie ich ilości. Tekst Suketu Mehta jest kolejną, być może milionową historią tego miejsca, lecz historią nad wyraz ważną i interesującą. Subiektywną do granic możliwości wizją. Wizją w której nienawiść i miłość, złość i poświęcenie przenikają się i koegzystują.

Zapraszam do lektury całości recenzji >>TUTAJ


[1] Wszystkie cytaty jak i fraza w tytule recenzji „Wykrzycz swoje życie” z: S. Mehta, Maximum City Bombaj, Wydawnictwo NAMAS, Poznań 2011.
[2] Nazwa Mumbaj jest nazwą indyjską. Bombaj jest nazwą nieaktualną, funkcjonującą w polskim nazewnictwie. W niniejszej recenzji będę stosować te nazwy wymiennie.