Pokazywanie postów oznaczonych etykietą POLSKA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą POLSKA. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 stycznia 2015

Michał Olszewski "Najlepsze buty na świecie"




„Najlepsze buty na świecie" to autorski wybór reportaży publikowanych przez Michała Olszewskiego na łamach „Tygodnika Powszechnego" i „Gazety Wyborczej" w latach 2003 - 2014, nie wliczając tu tekstu tytułowego, który w książce został wydany po raz pierwszy. Celowo nie uaktualniałem jednak żadnego z tekstów, uznając, że powinny one pozostać tym, czym były w momencie ich powstawania: zapisem ludzkich dramatów oraz uporczywych zmagań z losem - wyznaje dziennikarz w „Postscriptum".

Zbiór został podzielony na kilka części. Otwiera go cykl o tematach tabu, które na przestrzeni ostatnich lat zaczęto dostrzegać w kościele. Przeczytamy tu zatem o wikarym, który fotografował nagie dzieci i lubił wsadzać łapska w majtki swym podopiecznym i jeszcze o innym, lubiącym przemoc duchownym. 

Później wcale nie jest lżej.

środa, 30 lipca 2014

"Polskie morderczynie" Katarzyna Bonda

Na "Polskie morderczynie" składa się 14 opowieści kobiet odsiadujących najwyższe wyroki. Wszystkie historie mają charakter dokumentalny i o wielu z nich było swego czasu bardzo głośno, jednak tym razem mamy możliwość przyjrzeć im się z nieco innej strony, bo tutaj najpierw swoją wersję wydarzeń opowiada morderczyni, a dopiero później poznajemy fakty zapisane w aktach.


Ze zdjęć poprzedzających każdą historię zerkają na nas zwykłe kobiety - ta się uśmiecha, tamta jest zamyślona, a jeszcze inna wstydliwie unika spojrzenia w obiektyw. Wyglądają jak nasze koleżanki czy sąsiadki i patrząc na nie myślisz: to niemożliwe, żeby dokonały one tych wszystkich zbrodni! A jednak.... Więc zastanawiasz się kim właściwi są kobiety, które zabijają? Jakimi pobudkami się kierują? Czy po zabójstwie nadal czują się godne nazywania ich płcią piękną? Co dzieje się po wyroku z nimi i ich rodzinami? Czy aby kogoś zapić trzeba mieć konkretne predyspozycje czy może ja też byłbym w stanie zabić w określonej sytuacji? 


Sama autorka nie daje nam odpowiedzi na te pytania. To co ma do powiedzenia przekazuje we wstępie, a później już ani nie analizuje, ani tym bardziej nie moralizuje, tylko oddaje głos oskarżonym, a nam pozostawia prawo indywidualnej oceny całości. Aby nie było żadnych niejasności, przeprowadza jednak dodatkowo trzy wywiady ze specjalistami, którzy na codzień analizują postępowania tych kobiet (patolog, seksuolog  oraz dyrektorka zakładu karnego), dzięki czemu możemy jeszcze skonfrontować nasze poglądy z opiniami fachowców. 

Mocne wrażenia gwarantowane!

poniedziałek, 4 marca 2013

Marcin Kącki "Lepperiada"


 


Autor: Marcin Kącki
Tytuł: Lepperiada
Wydawnictwo: Czarne
Seria: Reportaż
Rok wydania: 2013




Marcin Kącki od lat przyglądał się działalności jednej z najbardziej kontrowersyjnych partii w naszym kraju, przeglądał dokumenty, śledził każdy ruch przewodniczącego „Samooborony" i jego podwładnych, był jak cień, nie odstępował swego bohatera na krok. Przez ten czas publikował artykuły w „Gazecie Wyborczej", stanowiące trzon „Lepperiady" książki, która jest przykładem dobrze wykonanej roboty oraz potwierdzeniem tego, że Kącki dziennikarstwo śledcze ma we krwi.

Jaki Lepper był, każdy wie. A raczej zna jego medialny wizerunek. Reporter przybliża pokrótce historię swego bohatera, ale przede wszystkim skupia się na partii, opisuje proces formowania się ruchu, który z czasem przekształcił się w oryginalny twór polityczny, jakim była „Samoobrona".  Kącki przybliża nam fakty z działalności Leppera, poczynając od od blokad na ulicach, przez kampanie wyborcze, po medialne wybryki szefa partii.

Książkę otwiera krótki tekst o przekazaniu kozy Balcerowiczowi. Reporter zastosował w swej publikacji klamrową konstrukcję i zamknął książkę opisem losu, jaki spotkał Balcerkę. W ten sposób losy kozy niejako splotły się z losami Andrzeja Leppera- człowieka, który wszedł do Sejmu z buciorami, z których nigdy nie przestała wystawać słoma.

Do przeczytania całego tekstu zapraszam do swojego Kącika z książkami.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

"Kaprysik.Damskie historie" Mariusz Szczygieł

"Kaprysik. Damskie historie" to króciutkie reportaże Mariusza Szczygła jakie ukazywały się w Wysokich obcasach - stąd ich tematyka mocno koncentruje się wokół miłości, życia kobiet (i ich partnerów również, ale to one są w centrum). Raptem niecała godzinka czytania, ale ileż przyjemności. Mam wrażenie, że Pan Mariusz obojętnie jakim tematem by się zajął, tak opisał by postacie, sam proces przygotowania do pisania, spotkania (nawet jeżeli to było tylko trzaśnięcie drzwiami), że i tak potrafił zaczarować czytelnika. 
...
A poza tym - mimo krótkiej formy - to do czego nas Pan Mariusz przyzwyczaił w innych reportażach pisanych o naszym kochanym kraju (bo te o Czechach mają trochę inny klimat) - zwyczajni ludzie, wydawałoby się zwyczajne sprawy, zaczyna się np. od jakiegoś drobiazgu (np. banalna kartka z nazwiskami znaleziona w restauracji), ale przeradza się to w ciekawą opowieść o człowieku. Ci normalni ludzie obok których pewnie by się przeszło obok na ulicy, stają się u niego postaciami wartymi wysłuchania, uwagi. Autor snuje własne domysły, czasem bardzo zawiłe przypuszczenia, a potem razem z nami zdumiewa się nad tym co udało mu się znaleźć jako odpowiedź. Nie relacjonuje, a raczej przeżywa jak dziecko wciąż na nowo opowiadając, a my prawie czujemy jakbyśmy mogli towarzyszyć mu w tych "poszukiwaniach" i próbach rozwikłania jakiejś tajemniczej historii.   


Więcej na blogu Notatnik Kulturalny

czwartek, 4 października 2012

Lidia Ostałowska "Bolało jeszcze bardziej"

Bolało jeszcze bardziej" to dwanaście tekstów publikowanych przez Ostałowską w  „Gazecie Wyborczej".  Autorka ukazuje w nich polską rzeczywistość w okresie przejściowym- tuż po przełomie, ale przed wejściem do Unii Europejskiej.
Najstarszy reportaż - „Dzieci we mgle" pochodzi z 1992 roku i opowiada o akcji zorganizowanej przez „Solidarność", by zaprosić dzieci z terenów Czarnobyla do Polski na święta Bożego Narodzenia. Cel akcji w swej istocie szczytny, ale okazuje się, że Polacy, którzy przygarnęli dzieci nie potrafią się z nimi rozstać. Ostałowska oddaje głos swoim bohaterom i w ten sposób odsłania polską zaściankową mentalność. Konflikt między rodzicami, a opiekunami zaczyna przybierać charakter polityczny i duchowy. Ostałowska wytyka palcem naszą hipokryzję, żerowanie na wartościach chrześcijańskich, przedmiotowe traktowanie Innego. 
 
Do przeczytania całego tekstu zapraszam do swojego Kącika

piątek, 2 marca 2012

"Ucieczka na szczyt" Bernadette McDonald

Bernadette McDonald podjęła się pokazania 20 lat polskiego zwyciężania w światowej klasy wspinaczce. Jej reportaż odświeża dawne ekspedycje, wspomina zmarłe już ikony polskiego himalaizmu, heroiczne wejścia, nowe szlaki, pierwsze zdobycia i wielkie poświęcenia. 20 lat czystej miłości do gór, zbierania funduszy, ciągły wyjazdów i poświęceń dla pasji, z którą nigdy się nie wygra. Rutkiewicz, Kukuczka, Kurtyka, Wielicki, Czerwińska, Zawada, Hajzer, Lwow i wiele, wiele innych wspaniałych ikon.

(...)

"Freedom Climbers" pokazuje, że kiedy znajdzie się w życiu coś, w czym jesteśmy dobrzy, to powinniśmy bezwzględnie się tego trzymać, walczyć z przeciwnościami, wierzyć w własne siły i dążyć do bycia jak najlepszym. Himalaistą nie może zostać każdy. To sport-życie tylko dla tych wybranych, którzy po wieloletnim przygotowaniu mają odpowiednie umiejętności, żeby poradzić sobie w drodzę na szczyt. Jak kiedyś powiedziała Rutkiewicz: "Bo tak naprawdę - w górach nikt nikomu nie pomoże. Nie weźmie na plecy i nie zniesie na dół wyczerpanego kolegi. Może jedynie zmobilizować tego drugiego, by sięgnął do swoich rezerw. Może stworzyć, być może złudne poczucie bezpieczeństwa, przywrócić wiarę we własne siły, zachęcić do dalszego działania." nikt ci nie pomoże w drodze. Chociaż każdy cię wspiera w czasie zdobywania góry jesteś zdany na siebie, musisz walczyć z samym sobą.

Po resztę recenzji zapraszam na mojego bloga.

czwartek, 12 stycznia 2012

Przesiedleńcy czy wypędzeni ? "Sami swoi i obcy. Reportaże z Kresów na kresy" - Mirosław Maciorowski



Tak sobie myślę, że właściwie nie mogłam nie przeczytać tej książki. Takie lub bardzo podobne historie są przecież udziałem moich dziadków. Zresztą... w Szczecinie i okolicach niewielkie jest prawdopodobieństwo, aby twoi przodkowie mieszkali tu przed 1945 rokiem. Dlatego więc tę książkę przeczytać musiałam, choćby po to, żeby wypełnić sobie luki historyczno-obyczajowe, żeby zrozumieć to i owo, żeby spróbować wyobrazić sobie odczucia rodzin, opuszczających swoje domy na Wschodzie i zajmujących opuszczone (lub nie) domy na Zachodzie.

Książka "Sami swoi i obcy. Reportaże z Kresów na kresy" Mirosława Maciorowskiego to zbiór wspomnień kilkudziesięciu rodzin przesiedleńców z terenów dzisiejszej Litwy, Białorusi i Ukrainy. Każde ze wspomnień zawartych w książce zostało wzbogacone zdjęciami ze zbiorów własnych bohaterów opowieści. Tę konstrukcję z prywatnymi zdjęciami podsumowującymi wspomnienia konkretnych osób, zapożyczono zapewne z o wiele obszerniejszej publikacji Teresy Torańskiej „Jesteśmy. Rozstania ‘68”, w podobny sposób zestawiającej opowieści Żydów opuszczających Polskę po wydarzeniach 1968r.

Wspomnienia zawarte w książce „Sami swoi i obcy” są tak różne, jak rożni potrafią być ludzie i ich losy. Jedne są bardzo szczegółowe, inne bardzo ogólne. Jedne są pełne goryczy, inne pełne nadziei. Większość wspomnień jest przepełnionych smutkiem, ale są też takie, które potrafią zaskoczyć. Różnią się bowiem opowieści Polaków, którzy uciekali z ukraińskich wsi niemal razem z niedawnym niemieckim okupantem ze strachu przed bandami UPA i opowieści Polaków, którzy bez większych protestów ładowali swój marny dobytek na platformy i jechali do Nowej Polski.

Nieznanym zupełnie dla mnie tematem była historia przesiedlenia mieszkańców kilkunastu wsi z okolic Kielc na tereny Warmii i Mazur, pod pretekstem utworzenia na ich terenach poligonu wojskowego. Po przesiedleniu ludności wsie faktycznie zrównano z ziemią, a kiedy po paru latach jasnym już było, że żaden poligon tam nie powstanie, tereny te zalesiono. Przyczyną tego przesiedlenia w ocenie mieszkańców było traktowanie tego terenu jako kolebki polskiego patriotyzmu, niewygodnej oczywiście dla nowej władzy. Popularnym wśród przesiedleńców było określenie, że to „kara za Hubala”, co prawdopodobnie jednak było daleko idącym uproszczeniem tego tematu.

Kolejnym tematem, który powracał w wielu opowieściach była dość długa jeszcze obecność ludności niemieckiej na terenach zasiedlanych, zwłaszcza na terenie Śląska. Nie wiedziałam, że tak powszechnym było zasiedlanie domów, w których niemiecka rodzina mieszkała jeszcze przez kilkanaście miesięcy. Poruszająca była opowieść, jak dzień przed wyjazdem starsza Niemka przyszła do polskiej rodziny zapytać jakie rzeczy może ze sobą zabrać. Odpowiedziano jej oczywiście, że co tylko chce, ale... cóż ona mogła załadować na niewielki wózek na kółkach...?
Niektórzy bardzo ciepło wspominają swoich „gospodarzy”, inni, często przez nieznajomość języka do końca pozostawali w bardzo chłodnych stosunkach. Niemniej jednak opowieści o ostatecznym wymarszu rodzin niemieckich z zajętych przez Polaków wsi, większość wspomina jako wydarzenie nie pozbawione emocji z obydwu stron. Nie jest chyba możliwe, aby Człowiek Dopiero Co Wypędzony nie umiał zrozumieć Człowieka Właśnie Wypędzanego, bez względu na narodowość i świeże jeszcze wojenne wspomnienia. Dla równowagi polecam też opowieści przesiedlonych Niemców zebrane w książce „Nikt już nie oczekiwał litości” Ulricha Völkleina.

W trakcie poznawania kolejnych historii stale wracała do mnie myśl, że opowieści jednej z moich babć idealnie pasowałyby do zbiorów M.Maciorowskiego. Nie wątpię, że i wy moglibyście dorzucić do nich kilka swoich rodzinnych wspomnień. Pozostaje wam sprawdzić...




Post opublikowany został również na moim blogu:
ja czytam, ty czytasz... my czytamy  

sobota, 7 stycznia 2012

Podsumowanie roku 2011 oraz "Tata Kazik"

Z okazji pierwszych urodzin Reporterskim okiem postanowiłam podsumować mój udział w wyzwaniu i oficjalnie przyznać się, że poniosłam kompletne fiasko. ;)

Planowałam lekturę:
"Wojny futbolowej" i "Cesarza" R. Kapuścińskiego
"Trudności ze wstawaniem" H. Krall
"Serca narodu koło przystanku" W. Nowaka
"Drugiej strony Księżyca. Przygód na wyspach Pacyfiku." O. Budrewicza
"Jadąc do Babadag" A. Stasiuka

Przeczytałam:
"Schodów się nie pali" Wojciecha Tochmana
"Kaprysik" Mariusza Szczygła
"Żyletkę" Katarzyny Surmiak-Domańskiej
„Polaków portret codzienny: Tata Kazik oraz 29 innych opowieści o ludziach, ich losach i ich emocjach”-zbiór reportaży "Polityki"
Nie zamieściłam ani jednej recenzji.

Mimo tak fatalnego wyniku , Molly łaskawie pozwoliła mi wziąć udział w drugiej edycji wyzwania. ;) Choć, jak widać, z ubiegłorocznych planów nic nie wyszło, nie mogę odmówić sobie przyjemności stworzenia listy lektur na najbliższe 12 miesięcy. Wybieram:
"Dzisiaj narysujemy śmierć" Wojciecha Tochmana
"Białą gorączkę" Jacka Hugo-Badera
"Marlene" Andżeliki Kuźniak
"Zabójcę z miasta moreli: Reportaże z Turcji" Witolda Szabłowskiego
"20 lat nowej Polski w reportażach według Mariusza Szczygła",
by na koniec dowiedzieć się, co ich autorzy opowiedzieli Agnieszce Wójcińskiej w książce "Reporterzy bez fikcji: Rozmowy z polskimi reporterami". Oby tym razem się udało.

Dziękuję za możliwość udziału w tym przedsięwzięciu i Wasze recenzje, które śledziłam z wielką przyjemnością i zainteresowaniem. Niezmiernie się cieszę, że powstaje klub dyskusyjny, dzięki któremu, być może, uda nam się na bieżąco podyskutować o konkretnych reportażach.

Cztery przeczytane przeze mnie w ubiegłym roku książki non-fiction uważam za bardzo dobre, świadczące o wielkiej wrażliwości i ogromnych umiejętnościach warsztatowych polskich reporterów. Wszystkie oscylują wokół tematów, które zawsze mnie interesowały-skomplikowanych relacji międzyludzkich, konsekwencji codziennych, drobnych decyzji, dramatów i radości rozgrywających się wcale nie w egzotycznych krainach na innych kontynentach, lecz tuż za ścianą. Ich autorzy udowodnili, że każdy człowiek może okazać się interesujący, wystarczy tylko uważnie go słuchać. Chciałabym podzielić się wrażeniami z tych lektur, więc postaram się zamieścić zaległe opinie. Zacznę od zbioru reportaży „Polityki”, który pojawił się latem na półkach salonów prasowych i pozostał zupełnie niezauważony.

„Polaków portret codzienny: Tata Kazik oraz 29 innych opowieści o ludziach, ich losach i ich emocjach” udowadnia, że dobry reportaż prasowy nie jest jedynie domeną „Gazety wyborczej”, a właściwie jej cotygodniowych dodatków. Reporterzy „Polityki” radzą sobie równie dobrze-niestrudzenie tropią to, co poruszające, interesujące lub dziwaczne, by, nie ustępując stylem autorom literatury pięknej, nakreślić portret współczesnej Polski, próbującej poradzić sobie z postkomunistyczną transformacją, a także jej mieszkańców-garściami czerpiących z dobrodziejstw kapitalizmu, lecz wciąż nieufnych, wrogich wobec inności.
Zbiór składa się z czterech sekcji, lecz właściwie można go podzielić na dwie części. W pierwszej odnajdziemy historie fascynujących ludzi-zarówno znanych z przestrzeni publicznej (Kazik Staszewski, Tomasz Stańko, Marek Dyjak), jak i zupełnie anonimowych, lecz wykonujących nietypowy zawód (paparazzo, scenarzysta filmów porno), mających niebanalne pasje (śmierć) lub po prostu ciekawą historię do opowiedzenia. Druga zdradza kulisy, a czasem dalszy ciąg wydarzeń, o których kiedyś było głośno, lecz w natłoku informacji szybko zostały zapomniane, jak pożar budynku socjalnego w Kamieniu Pomorskim, do którego doszło niespełna trzy lata temu. Opowiada też o dramatycznych wydarzeniach historycznych, o których jedni nie chcą pamiętać, a inni nie potrafią zapomnieć.
Jak widać, dla każdego coś miłego, a wszystko napisane obiektywnie, ze swadą, ale i ogromną empatią. Nie ulega wątpliwości, że reporterzy „Polityki” nie są dziennikarskimi hienami, lecz ciekawymi świata pełnymi pokory i niezwykle utalentowanymi mistrzami w swoim fachu.

Pełną recenzję można przeczytać na moim blogu.

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Nie ma cwaniaka na warszawiaka? "Warszawa kryminalna" Helena Kowalik

Istnieją takie miejsca, które pełne są nieprzemijalnych emocji. W których niezwykle trudno jest nam uwolnić się od złych zdarzeń, smutnych momentów niegdyś tam zaistniałych.
Sala sądowa jest właśnie takim czarnym punktem na ścieżkach życia wielu osób.

A przecież zwykle zaczyna się bardzo niewinnie.

Ogłoszenie na znanym portalu randkowym: "Romantyk poszukujący szczęścia" lub "Marzyciel, który ceni szczerość". Kilka maili, wymiana numerami gg, a wkrótce także numerami telefonów. Internetowe zauroczenie, czy prawdziwa miłość?

Niekiedy zaczyna się od pragnienia posiadania spokojnego domu. Takiego prawdziwego, bez przemocy i krzyku, do którego będzie wracało się
z przyjemnością, a nie ze strachem i niedowierzaniem.

Przecież każdemu na czymś zależy. Niektórzy dążą tylko do prawdy. Inni pragną pieniędzy. Jeszcze inni cenią sobie wewnętrzny spokój, zgodność
z własnym sumieniem i przekonaniami.
Mało kto faktycznie postępuje lege artis.

I tak na salach sądowych mijają się w ławach oskarżonych: Arkadiusz B. - prawdopodobnie zabójca swojej "sympatii.pl" - Edyty, skromny, inteligentny, choć bardzo wrażliwy i zastraszony ojcobójca - Oskar J., znani lekarze psychiatrzy, łapówkarze - Urszula L. i Andrzej Sz., zabójca słynnego artysty Zdzisława Beksińsiego - zaledwie 19-letni Robert, okrutni dzieciobójcy - Robert K., Daniel i Barbara S., a nawet spierający się o prawa autorskie Ewa B.-Cz. oraz Marek O. - córka i pasierb znanego historyka, pisarza, eseisty inwigilowanego przez własną żonę - Pawła Jasienicy. I wielu, wielu innych.

Zapraszam i zachęcam do przeczytania całości recenzji tego przedziwnego zbioru reportaży sądowych na moim blogu.

środa, 28 grudnia 2011

Każdy zrobił, co trzeba


Każdy zrobił, co trzeba
Bożena Aksamit
Katarzyna Kokowska
Ewa Orczykowska
Oliwia Piotrowska
Ewa Wołkanowska
Honorata Zapaśnik
Wydawnictwo Dobra Literatura


Każdy zrobił, co trzeba. Czyli ile? Czy jest jakaś norma, która określa, ile należy zrobić w danej sytuacji? Skąd wiadomo, jak należy postąpić?

Każdy zrobił, co trzeba to pierwsza książka z serii Literatura reportera wydana przez Wydawnictwo Dobra Literatura we współpracy z portalem www.lekturyreportera.pl, a jednocześnie parafraza tytułu jednego z piętnastu reportaży, zamieszczonych w tej książce Każdy zrobił, co do niego należało.

Prawdziwe opowieści o ludziach, którzy żyją obok nas, powstały dzięki temu, że autorki „weszły w tłum” po to, aby wychwycić to, o czym napisać warto i o czym napisać trzeba. Nie jest to jednak nietaktowne wdarcie się w czyjeś życie, ale prosty przekaz tego, co zapytane osoby chcą przekazać innym poprzez swoje wspomnienia, opisy sytuacji, które miały miejsce w ich rzeczywistości, czy przeżycia, które im towarzyszyły. 

Część reportaży dotyczy sytuacji, jakie dobrze znamy z codzienności. Jest na przykład reportaż o skromnym człowieku obdarzonym niezwykłym talentem literackim, który jak niewielu „umie przekraczać codzienność” [str. 28]. A w tejże codzienności jest nieuleczalnie chora dziewczyna i jej matka, jest przemoc w rodzinie, w jaką trudno uwierzyć, jest alkohol, samobójstwo, śmierć dziecka, szantaż, pedofilia, jest też samotność, starość i zamyślenie nad życiem. 

Dalszy ciąg recenzji TUTAJ.

czwartek, 15 grudnia 2011

Filip Springer "Miedzianka. Historia znikania"

Miedzianka była zielonym miasteczkiem położonym na wzgórzu pod Jelenią Górą. Była. Bo już jej nie ma. Miasteczko zniknęło, zapadło się pod ziemię, ale Filip Springer – reporter i fotograf - postanowił je odbudować. Nie, nie w sensie dosłownym oczywiście. Zaszył się więc nasz autor w archiwach, zajechał na Miedziankowe wzgórze, odnalazł byłych mieszkańców i stworzył z okruchów tych wspomnień i historycznych dokumentów obraz miasta tajemniczego, fascynującego i zarazem przerażającego. 

Zapraszam do przeczytania całego tekstu w moim kąciku z książkami

sobota, 26 listopada 2011

Ewa Winnicka "Londyńczycy"

Książka „Londyńczycy” powstała z przypadku. Autorka Ewa Winnicka pojechała do Londynu, by opisać losy młodych ludzi, którzy po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej masowo wyjeżdżali z kraju w poszukiwaniu lepszego życia. Siedząc w kawiarni, reporterka zobaczyła jednak ulotkę reklamującą wystawę zdjęć znalezionych na śmietniku. To była wystawa Jeana-Marca, włoskiego artysty, który wykorzystywał w swych pracach śmieci, gazety, stare monety i niepotrzebne zdjęcia. Trzy tysiące zdjęć, bez jakiegokolwiek opisu. Ze strojów sfotografowanych osób można było wysnuć przypuszczenie, że zdjęcia były robione w latach 50. XX wieku. Fotografie małych dziewczynek w strojach krakowskich, zdjęcia z prywatek i uroczystości rodzinnych stały się nitką, która poprowadziła reporterkę do kłębka ówczesnej polskiej emigracji, do środowiska osób oscylujących wokół postaci generała Andersa.

Cały tekst znajduje się na stronie e-czaskultury. Zapraszam!

niedziela, 9 października 2011

Kominiarska robota



Moja ksiazka miesiaca! Jak nie roku...

Prosty zbior wywiadow - 17 dziennikarzy opowiada Agnieszce Wojcinskiej o kulisach swojej pracy. Plus krotkie biogramy i po malym fragmencie jednego wybranego tekstu, ktory jest wstepem do rozmowy. A jednak juz sam dobor rozmowcow - Malgorzata Szejnert, Magdalena Grochowska, Angelika Kuzniak, Wojciech Tochman, Wojciech Jagielski, Krystyna Kurczab-Redlich, Barbara Pietkiewicz, Wlodzimierz Nowak, Anna Bikont, Joanna Szczesna, Mariusz Szczygiel, Irena Morawska, Lidia Ostalowska, Katarzyna Surmiak-Domanska, Jacek Hugo-Bader, Pawel Smolenski i Witold Szablowski - mowi wszystko o tej pozycji. Sami najlepsi! W jednej ksiazce...

Autorka Agnieszka Wojcinska, rowniez dziennikarka, sklania gwiazdy polskiego reportazu do udzielenia odpowiedzi na bardzo podobne pytania: skad bierze sie temat? a skad bohaterowie? jak naklaniaja ich do rozmowy? jaki jest ich stosunek do nich? ingeruja w ich swiat? jak pisza? nagrywaja czy notuja? jakie sa ich emocje w czasie pisania? a potem?

Jednak odpowiedzi za kazdym razem sa inne. Kazdy reporter podchodzi do swojego zawodu troche inaczej, ma tez inne nawyki warsztatowe, inaczej widzi swiat i odbiorce tekstu...

Ciag dalszy na moim blogu. Zapraszam!

środa, 28 września 2011

Wojciech Tochman, Bóg zapłać

 
"Nie chcę kogokolwiek swoim pisaniem wzruszać. Staram się pisać tak, by poruszać, wstrząsać. Z takiego poruszenia coś może dobrego wyniknąć, ze wzruszenia najwyżej mokra chusteczka"*

Tak o swoim pisarstwie powiedział w jednym z wywiadów znany i ceniony polski  reporter - Wojciech Tochman.
Czy rzeczywiście jego reportaże mogą poruszyć czytelnika, wstrząsnąć nim na tyle, by zechciał się choć przez chwilę zatrzymać, zastanowić nad przeczytanym właśnie tekstem? Na to pytanie mogłam udzielić sobie odpowiedzi czytając ostatnio wydaną  przez Wydawnictwo Czarne książkę Wojciecha Tochmana Bóg zapłać
Jest to zbiór 14 reportaży, z których większość była już publikowana we wcześniejszych jego książkach  - Schodów się nie pali  oraz Wściekły pies
 
Te 14 reportaży to 14 perełek polskiej prozy publicystycznej. To 14 perfekcyjnie  wycyzelowanych opowieści o pogmatwanych ludzkich losach. Każda z nich mogłaby być scenariuszem pełnometrażowego filmu, który wzbudzałby całą gamę emocji i po obejrzeniu którego większość widzów  mogłaby zakrzyknąć "To było dobre, ale w prawdziwym życiu takie historie się nie zdarzają." A jednak Tochman swoich historii nie tworzy, nie wymyśla,  lecz opisuje prawdziwe losy prawdziwych  bohaterów. Są nimi zarówno ludzie dobrze znani polskiemu czytelnikowi (Wanda Rutkowska, Tomasz Beksiński), jak i ci, o których do tej pory  nie słyszeliśmy, a często nie podane jest nawet ich nazwisko, są dla nas anonimowymi  postaciami (jak choćby bohaterowie pierwszego reportażu Bóg zapłać, których znamy jedynie jako On i Ona).
Na dalszą część recenzji zapraszam tutaj.

piątek, 16 września 2011

Moj pierwszy Tochman



Reportaze Wojciecha Tochmana czytalam mniej wiecej regularnie w Gazecie Wyborczej, piszac jednoczesnie prace magisterska "z reportazu". Wtedy tez znalazlam w katowickiej ksiegarni z tanimi ksiazkami zbior jego starych reportazy (czesciowo tych samych co w Gazecie) i od razu kupilam. Przeczytalam i wykorzystalam we spomnianej magisterce. Odlozylam na polke i zapomnialam.

Pakujac ksiazki przed wyjazdem do Niemiec, spakowalam i ja :) Wyzwanie czytelnicze "Reporterskim okiem" i ostatnio przeczytani "Reporterzy bez fikcji" sklonily mnie do powtornej lektury...

11 reportazy-opowiesci o ludziach, ktorzy cierpia. Wszyscy cos lub kogos stracili, przezyli lub wciaz przezywaja tragedie. A Tochman jak nikt inny potrafi pisac o cierpieniu...


Dalszy ciag na moim blogu. Zapraszam!

piątek, 2 września 2011

Przemysław Semczuk - Zatajone katastrofy PRL

Przemysław Semczuk Zatajone katastrofy PRL
Wydawnictwo Ringier Axel Springer Polska Sp. z o.o.
Rok wydania 2011
Ilość stron  152
ISBN 978-83-7558-921-4





Ostatni mój zakup podczas wizyty w empiku i wstyd się przyznać, ale książkę kupiłam, bo było tanio i .. sensacyjnie. Prawda, że książki dotyczące czasów PRL czytam chętnie i wciąż nadziwić się nie mogę, że żyło się w takich czasach, nawet specjalnie się sytuacji nie dziwiąc.
Autorem książki jest współpracownik Newsweeka Przemysław Semczuk.Książka zawiera zapis siedemnastu tragedii, katastrof, w których ginęli ludzie, a katastrofy te zostały przemilczane. 
Ze wstępu:
"Władze celowo nie chciały nagłaśniać katastrof - wyjaśnia gen. Czesław Kiszczak. - Po co denerwować ludzi? I tak mieli dosyć problemów. Chcieliśmy, aby mieli wrażenie, że żyją w bezpiecznym kraju. Że nic im nie grozi."

 Ciąg dalszy na 52 tygodnie czytania. Zapraszam.

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Agnieszka Wójcińska - Reporterzy bez fikcji


Wydawnictwo: Czarne, 2011
Stron: 279

Ocena: 5,5-6/6 


Myślę, że warto napisać o tej książce, bo pojawiła się tylko na kilku blogach, a na bnetce ma żenująco mało ocen. Niesłusznie! Jest to zbiór rozmów, jak widać na okładce, z polskimi reporterami.

Ostatnio mam nawrót na fascynację tym gatunkiem i dość regularnie czytam, na razie, tych najbardziej znanych. W pierwszej kolejności rzuciłam się więc na rozmowy z tymi znanymi: Jagielskim, Tochmanem, Hugo-Baderem, Nowakiem i Szczygłem. Potem skakałam sobie po całej książce i po przeczytaniu całości mam ochotę wręcz powtórzyć sobie niektóre z tych rozmów. Właściwie każda coś wnosi, naprowadza na kolejne literackie tropy, skłania do zadumy. Zadziwiło mnie, że reporterzy tak łatwo się odsłonili. Mówiąc o swoich bohaterach, zauważali, że ludzie potrzebują się wygadać, przekazać swoją historię. I oni nie są inni; pytani szybko pokazywali i coś ze swojego charakteru, i ze swojego stosunku do pracy, o który, co oczywiste, byli pytani, jednak nie ukrywali czegoś, co mogłoby być im odczytane na niekorzyść. To ciekawe jak dzieli ich stosunek chociażby do emocjonalnego podejścia do swoich bohaterów, do dziennikarskich tricków, do wpływania na los swoich bohaterów.
 
cd. u mnie --> Mikropolis

Włodzimierz Nowak - Obwód głowy

Wydawnictwo: Czarne, 2007
Stron: 261

Ocena: 4,5/5


Dwanaście reportaży, wszystkie związane ze stosunkami polsko-niemieckimi oraz naszą wspólną, pokręconą historią. Cztery z nich są zupełnie wyjątkowe. Nie wiem czy wybitne, nie mniej jednak to one wstrząsają czytelnikiem i to je zapamiętam na lata. Reszta jest dobra, średnia lub zwyczajnie słaba, te za jakiś czas zapomnę. 

Właściwie nie jestem zwolenniczką zbioru reportaży, wolę jednorodny tekst, choćby pisany przez dłuższy okres czasu, opowiadający o jednym miejscu, o jednej sprawie czy sytuacji. W przeciwnym razie mam nieprzyjemne wrażenie skakanie po różnych okresach, porzucania co ciekawszych bohaterów, przeskoki z miejsca na miejsce. Misz-masz, który pozwala tylko na docenienie kilku rozdziałów-perełek, a nie o to mi chodzi, gdy zabieram się za ten gatunek. Zdaje mi się, że jak na razie tylko czytając Hugo-Badera i Zaremby, nie miałam tego uczucia czytania jakiegoś patchworku.

c.d u mnie --> Mikropolis
Zapraszam też do dyskusji o Obwodzie głowy na Porozmawiajmy o książkach !

niedziela, 28 sierpnia 2011

Obwód głowy


Włodzimierz Nowak
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2007
264 strony

Reportaż opowiadający o współczesności ma tę wadę, że szybko traci świeżość. Życie dopisuje dalszy scenariusz, ale czytelnik już go nie poznaje, choć wie, że nastąpił ciąg dalszy, że sprawy potoczyły się dalej: wyjaśniły, albo jeszcze bardziej zagmatwały, ale dla niego temat urwał się wraz z końcem reportażu, on już się nie dowie nie wie, jak się skończyło. I dlatego takie reportaże lubię czytać zaraz po ich napisaniu. Tym razem zrobiłam inaczej – za przyczyną kornwalii, która na blogu Porozmawiajmy o książkach zaproponowała dyskusję na temat tej właśnie książki, 
 
Na zbiór składa się 12 reportaży napisanych w latach 1999-2006. Łączy je tematyka – relacje polsko niemieckie w czasie i po II wojnie światowej. Jedne nawiązują do wspomnień z czasów wojny, inne opowiadają o ostatnich latach, o przemianach społecznych, o budowaniu rozwalonych przez wojnę kontaktów między sąsiadującymi regionami, miastami i ludźmi. I o ile w przypadku tych pierwszych nie ma właściwie znaczenia, że zostały napisane kilka, kilkanaście lat temu, o tyle z tymi drugimi czas nie zawsze obszedł się łaskawie, część z nich po prostu straciła na aktualności. Nie są już współczesne, ale jeszcze nie historyczne. Świeżo opublikowane opisywały istniejącą i dziejącą się właśnie rzeczywistość, były ciekawe, dawały obraz tego, co dzieje się tu i teraz, obok nas. Ale czytane po latach, gdy zmieniły się realia, gdy weszliśmy do UE, przystąpiliśmy do układu z Schengen, a stosunki gospodarcze zmieniają się z dnia na dzień z powodu kryzysu, aż proszą się o ciąg dalszy.  
Tak jest choćby z reportażami o nadgranicznych miastach Guben-Gubin (Brzegi coraz bliżej, rybka daleko), o polsko-niemieckiej uczelni Viadrina (Po togę za Odrę), czy o fabrykach Opla (Dwie minuty kontra trzy).
Dobre w większości i wciąż aktualne, warte czytania i dające do myślenia są reportaże historyczne: o masowych samobójstwach wśród cywilnej ludności niemieckiej, gdy nadciągali Rosjanie, widzianych oczami tych, którzy przeżyli (Noc w Wildenhagen), o żołnierzu niemieckim, który zdezerterował do polskiej partyzantki (Przygody dobrego wojaka Manfreda), o dzieciach, którym wojenne losy dały dwie matki (Serce majkino, serce cierkino i tytułowy Obwód głowy). I najbardziej dla mnie kontrowersyjny Mój warszawski szał o osiemnastoletnim Niemcu walczącym przeciw warszawskim powstańcom. One nie zestarzeją się chyba nigdy i choćby ze względu na nie warto zajrzeć do tego zbioru.
Więcej na moim blogu. Zapraszam.