Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Indie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Indie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 lutego 2014

Z Hajerem na kraj Indii

Mieczysław Bieniek
Z Hajerem na kraj Indii

Wydawnictwo Annapurna, 2011
320 stron
Czasami zastanawiam się, czy mają rację z tą reinkarnacją. Myślę jednak, że w takim hasioku każda myśl przewodnia jest dobra. Bogaty woła, że mu się należy. A biedny myśli, że tak musi być. Ot, co znaczy ślepa wiara, choć ja akurat takowej nie posiadam. [1]

Indie to kraj kontrastów. Wie to każdy, kto choć trochę interesuje się światem. W każdej podróżniczej książce zobaczymy mrowie zdjęć obrazujących wszędobylskie śmieci, brud i ubóstwo. Ale dopiero w książce Mieczysława Bieńka te obrazy przemówiły do mnie tak mocno. Może to wynik tak mocnego ich nagromadzenia?

Z Hajerem na kraj Indii jest książką niezwykłą pod paroma względami. Wyróżnia ją przede wszystkim język. Nie jest to czysta polszczyzna. Rodowity Ślązak przekazał kawałek swojego podróżniczego życia na swój, śląski sposób. Nie wiem co powoduje, że już samo zaciąganie tą gwarą sprawia, że ludziom z centralnej Polski pojawiają się uśmiechy na twarzy (autopsja). Dlatego dla tych samych osób książka może się okazać ciekawym doświadczeniem. Tym bardziej, iż autor opisy wojaży po Indiach i okolicach okrasza wspomnieniami i nawiązaniami do miejsca swojego pochodzenia. Takie swoiste dwa w jednym.

Wydawnictwo postawiło na wyjątkowość także jeśli chodzi o edycję książki. Jest to bowiem wspaniały album z dodatkiem tekstu. Nie zdrowotnie. Jednak proszę jej nie mylić z mini książeczkami wydawnictwa G+J, jak seria Dzienniki z podróży Beaty Pawlikowskiej. Zdjęcia są na każdej stronie, ale najczęściej stanowią tło opowieści. Dosłownie i w przenośni. Dokładnie obrazują to, co treściwie autor podaje. A opisy są w nie wkomponowane. Niczym dobrze dobrany tekst do pięknej melodii.  Z tym, że ze zdjęć wypływa nie tylko piękno i magia. Pokazują, jak wielkim… hasiokiem można ten kraj nazwać.

piątek, 2 listopada 2012

Osobiste spojrzenie na Indie

O Indiach powiedziano i napisano już wiele. Kraj skrajności – nędzy i wielkiego bogactwa. Inspiruje i przyciąga wiele osób. Część wraca rozczarowana biedą i poziomem życia, inni oczarowani chcą wracać tam wiele razy. Do tych ostatnich należy Jarosław Kret, nasz znany pogodynek. Jego Indie to mieszanka największych zabytków, z codziennością hindusów, krótkim rysem pokazującym wybrane części historii i filozofii. Wszystkie fragmenty jego układanki składają się na wizerunek – i to definiowany niemal książkowo – Indii, jako państwa niezwykle skomplikowanego, ale przez to bogatego, i nie chodzi mi o bogactwo materialne, ale kulturę, społeczność, religię i psychologię. Wszystko tu jest, i w tym pozytywnym i tym negatywnym sensie. A między tymi elementami jest Jarosław Kret i snuje swoją opowieść. 
 
Po pełniejszy opis zapraszam na mój blog.

sobota, 26 maja 2012

Duch Indii w słowach zamknięty - "Lalki w ogniu. Opowieści z Indii" - Paulina Wilk

Panorama Indii - z kolejnych stron wyłania się kolejny jej fragment. Paulina Wilk  uchwyciła i zamknęła w swych słowach ducha Orientu, niczym czarodziejska lampa legendarnego dżina. Duch ten jednak nie spełnia życzeń; jego domeną jest kuszenie oraz przerażanie. Uwodzi on egzotycznym pięknem krajobrazu, paletą jaskrawych, nasyconych barw kobiecych sari oraz zapachami kardamonu, kminku czy curry roznoszącymi się w zamożnych domach w porze obiadu; przeraża natomiast nędzą slamsów, wszechobecnym brudem i cierpieniem żebraków. A wszystko to jednocześnie, nierozerwalnie ze sobą sprzężone i wzajemnie się uwydatniające. Naturalne, nieokiełznane i nie dające się zbalansować.  Takie właśnie są Indie ukazane w reportażu Wilk.    Na jeden dzień ten azjatycki tygrys schował swe ostre pazury i kły inności i potulnie pozwala nam odkrywać swoje tajemnice.
Jakie? O tym możecie przeczytać na moim blogu, gdzie serdecznie Was zapraszam:) 

wtorek, 17 kwietnia 2012

Jaume Sanllorente - Uśmiechy Bombaju. Podróż do Indii zmieniła moje życie

Kiedy po przeczytaniu Trzech filiżanek herbaty, urzeczona altruizmem Grega Mortensona wobec pakistańskich dzieci, pełna ufności przetrząsałam czeluści internetu poszukując kolejnych informacji o jego dobroczynnej organizacji. Moją dociekliwość „nagrodzono” rozczarowaniem kiedy na jaw wyszły prawdziwe zamiary Mortensona, który pod przykrywką bezinteresownej pomocy nabijał dolarami własne kieszenie. Choć rozżalona nie straciłam wiary w ludzi ale też nie mogłam wyzbyć się sceptycyzmu wobec podobnych publikacji.

...


Bombaj, który zszokował autora, przeraził i mnie. Miasto widziane oczami Sanllorente nie zostawiło złudzeń. Czyhająca na każdym kroku namacalna bieda i nieodzowne ubóstwo chwytały za gardło. Słowa nie oddadzą bezmiaru cierpienia, którego doświadczają biedni, zwłaszcza najmłodsi. Bose, brudne, zawszone i dla wzbudzenia większej litości okaleczone - żebrzące o jałmużnę, lub o zgrozo sprzedane do domów publicznych kilkuletnie dzieci uzewnętrzniały okrucieństwo i piekło tego świata. 
 
....
 
 
Na całość recenzji zapraszam Tu

środa, 14 grudnia 2011

Ja, Phoolan Devi, królowa bandytów

Phoolan Devi
Wydawnictwo Tenten, Warszawa 1996

Książka jest autobiografią legendarnej w Indiach postaci, przez jednych uwielbianej i uważanej za wcielenie bogini Durgi, przez innych znienawidzonej za to, co robiła i kim była. A była kimś w rodzaju indyjskiego Janosika, szefową bandy dakoitów (bandytów), łupiła i karała bogatych, a wspomagała biednych i mściła ich krzywdy. 
 
Jej niezwykłe życie spisane zostało w sposób również niezwykły, jak na autobiografię, Phoolan była bowiem niepiśmienna. Opowiedzianą przez nią historię opracowało dwoje pisarzy: Marie Thérèse Cuny i Paul Rambali, i zapewne ich zasługą jest, że literacko książka ma całkiem niezły poziom, co jest raczej rzadkością w tego typu wspomnieniowych pozycjach prostych ludzi.

Phoolan pochodziła z najniższej w Indiach kasty śiudrów, z ubogiej wioski w stanie Uttar Pradeś, a dotarła na szczyty władzy. Droga do tego wiodła poprzez lata cierpień i upokorzeń. Nie tolerowana we własnej społeczności z powodu buntowniczej natury, nie pozwalającej zaakceptować opresyjnego dla ubogich (a zwłaszcza dla kobiet) systemu, jakim rządziła się wioskowa wspólnota, Phoolan trafiła do dakoitów, by z czasem stanąć na czele jednej z band. Za swoją przestępczą działalność spędziła bez wyroku w więzieniu 11 lat, ale gdy wyszła na wolność, sława królowej bandytów i obrończyni najuboższych wyniosła ją aż do indyjskiego parlamentu. Jednak jej wyczynów nie zapomnieli nie tylko zwolennicy, ale i wrogowie. W 2001 roku została zamordowana, podobno w zemście za masakrę dokonaną przed laty przez jej bandę.

Autobiografia Phoolan Devi była w Europie bestsellerem, w Polsce nie zyskała chyba jednak wielkiej poczytności, a szkoda, bo książka jest naprawdę świetna. Zwłaszcza pierwsza połowa, w której autorka opowiada swoje losy przed dołączeniem do dakoitów, nie da się porównać z niczym, co dotychczas napisano o warunkach życia indyjskiej biedoty. To wstrząsające świadectwo stosunków społecznych panujących na indyjskiej wsi. I choć wspomnienia Phoolan są sprzed kilkudziesięciu lat, nic nie wskazuje na to, aby do dzisiejszych czasów zaszła jakaś znacząca poprawa. Nędzna wegetacja, pozwalająca tylko na przeżycie, stałe uczucie głodu i strachu przed pobiciem przez „lepszych” od siebie, wyzysk i analfabetyzm są nadal udziałem milionów Hindusów, a sytuacja kobiet jest gorsza nawet niż w społecznościach muzułmańskich. Jak w pewnym momencie mówi Phoolan, źle jest urodzić się w biednej rodzinie, w niskiej kaście, ale jeszcze gorzej urodzić się kobietą. Pytana kiedyś, czy chciałaby odrodzić się, jako Phoolan Devi, odpowiedziała, że wolałaby już być zwierzęciem, przynajmniej miałaby godność. W tym wcieleniu walczyła właśnie o to godność i nigdy nie mogła pogodzić się z z zależnością od urodzonych w wyższej kaście i od mężczyzn, za co przyszło jej zapłacić życiem, jakiego za nic nie chciałaby przeżyć ponownie.

Każdy, kogo interesują Indie, kto chciałby poznać panujące tam warunki i zależności, powinien sięgnąć po tę książkę, właśnie ze względu na pochodzenie autorki, gwarantujące prawdziwość opisu praw rządzących życiem najuboższych warstw społeczeństwa hinduskiego, jakiej nie znajdzie się chyba nigdzie indziej. Niezwykłość książki polega przede wszystkim na tym, że została napisana nie przez kogoś z zewnątrz, nie przez jakiegoś wykształconego obserwatora, ale przez osobę stojącą najniżej na społecznej drabinie. Wprawdzie w drugiej połowie książki, gdy Phoolan opisuje swoje bandyckie wyczyny, z wiarygodnością jest już gorzej, jednak i tak gorąco zachęcam Was do przeczytania autobiografii indyjskiej „królowej bandytów”.  
W więcej na temat książki na moim blogu. Zapraszam.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Uśmiechy Bombaju

Jaume Sanllorente
Świat Książki, Warszawa 2010

Gdyby dziesięć lat temu ktoś powiedział Jaumemu Sanllorente, jak potoczy się jego życie, pewnie obśmiałby się z niedowierzaniem. Ten trzydziestopięcioletni dziś Hiszpan był wówczas dziennikarzem w czasopiśmie ekonomicznym, a w weekendy dorabiał w jednej z najlepszych restauracji w Barcelonie. Ale widocznie co innego było mu przeznaczone. W 2004 roku założył fundację „Uśmiechy Bombaju” zajmującą się hinduskimi dziećmi, osieroconymi albo z ubogich rodzin, i prowadzi ją do dziś. W książce, której dał tytuł od nazwy swojej fundacji, opisuje, jak doszło do tego niezwykłego zwrotu w jego życiu. Tym bardziej niespodziewanego, że lubił swoje dotychczasowe życie i nie zamierzał go zmieniać. 
 
Przypadek sprawił, że na cel swoich długo odkładanych wakacji wybrał Indie: pojechał zwiedzić Delhi, Dżajpur, Agrę i Waranasi. Początkowo ten kraj go przerażał, otaczający go wszędzie żebracy, setki półnagich dzieci, bawiących się odpadkami, masy bezpańskich psów. W Nepalu, o który zahaczył na końcu, spotkał się z założycielką organizacji pomocowej, ratującej dziewczynki przed prostytucją. To było jego pierwsze zetknięcie się z organizacją charytatywną i wywołało wyrzuty sumienia, że tak długo pozostawał obojętny na ludzką niedolę. 
 
Po powrocie Indie nie dawały mu spokoju, po kilku miesiącach znów pojechał, tym razem do Bombaju. Zaczął odwiedzać dzielnice slamsów, do których nie zapuszczają się nie tylko turyści, ale nie chcą tam jeździć nawet taksówkarze. Opisy tego, co zobaczył, są po prostu wstrząsające, szokujące dla nas Europejczyków. I ogarnęło go, jak pisze „dziwne poczucie odpowiedzialności za całą tę nędzę, na którą tak niewiele mogłem poradzić”1. Ostatniego dnia przed wyjazdem postanowił jeszcze odwiedzić jakiś sierociniec, żeby później, w Hiszpanii, napisać artykuł i przynajmniej w ten sposób spróbować pomóc. Los chciał, że trafiło na sierociniec, któremu grodziła likwidacja. Wtedy podjął decyzję, że musi te dzieciaki uratować. 
 
Więcej namoim blogu. Zapraszam.

1s. 41.

czwartek, 1 grudnia 2011

Gdy nie nadejdzie jutro

Paweł Skawiński
Wydawnictwo Dobra Literatura, Słupsk 2011


Reportaże Pawła Skawińskiego to druga książka w serii Lektury reportera, co powinno być dobrą rekomendacją dla pozycji z kategorii literatury faktu. W przypadku tej książki rekomendacja jest w pełni uzasadniona. 
 
Jest tak, jak obiecał wydawca na okładce: reportaże Skawińskiego nie mają nic wspólnego z pocztówką z egzotycznej wyprawy ani z kolorowymi folderami, są za to „skromni bohaterowie, którzy mimo wielu przeszkód uparcie walczą o lepszy świat wokół siebie.” Jeśli szukacie czegoś w rodzaju lekko strawnego przewodnika po Indiach, to nie ta książka. To nie obraz widziany oczami turysty. Skawiński opisuje Indie i Nepal z zupełnie innej strony. Pokazuje to, co w naszym pojęciu nędzne, brudne, podłe lub okrutne, ale nie chodzi bynajmniej o epatowanie czytelnika obrazami niewyobrażalnej biedy ani scenami upokarzania słabszych, choć w każdym z reportaży jest o przemocy, o różnych odmianach nadużywania przewagi silniejszych nad słabszymi. Skawiński szuka odpowiedzi na pytanie, czy i jak można ten stan rzeczy zmienić. 
 
Zaczęło się od tego, że przyjechawszy do Indii, zobaczył to, co rzuca się w oczy każdemu przybyszowi z zewnątrz: nędzarzy żyjących na ulicach, brud i tłumy żebraków. A że pojechał tam na dłużej i w innym zgoła charakterze niż turystyczny, z czasem zaczął odkrywać stan rzeczy, o którym przeciętny urlopowy przybysz nigdy się nie dowie. Nie opowiadają o tym przewodnicy, nie „chwalą się” tym przed obcymi media. Wiedza zawarta w książce pochodzi z długich podróży autora do indyjskich miast, wiosek, Kaszmiru i Nepalu. Jednak same podróże to nie wszystko, potrzeba było czegoś jeszcze – pozyskania zaufania ludzi, którzy zechcieli opowiedzieć mu o prawdziwym obliczu tego kraju i wprowadzić go w świat niedostępny obcym. Bez nich nie poznałby tych wszystkich historii. 
 
Więcej na moim blogu. Zapraszam.

środa, 15 czerwca 2011

Halina Korolec-Bujakowska "Mój chłopiec, motor i ja"

Jest rok 1934. Młode małżeństwo Bujakowskich poczuło zew przygody i postanowiło wyruszyć w podróż ich życia. Zakupują zatem motor  B.S.A W 19-484 PL, który na trzy lata stanie się niemalże ich domem. Cel- Szanghaj. Niemożliwe? A jednak!  Pewnie ciekawi Was, co pchnęło młode, zamożne małżeństwo do trzyletnich wojaży w spartańskich warunkach? A czy musi być jakiś powód? Wystarczy, że idea narodziła się w głowie, bo przecież jedną z wartości, nadającą sens życiu jest realizowanie swoich marzeń- „(...) iść za marzeniem i znowu iść za marzeniem i tak do końca” – jak to w swym czasie powiedział Joseph Conrad.
Wyruszają zatem z Druskiennik, by 23.08.1934 roku oficjalnie skierować koła motoru w stronę Chin. 

Do przeczytania całego tekstu zapraszam do mojego kącika z książkami.

piątek, 18 marca 2011

"Der entfesselte Globus" Ilija Trojanow

Wychowany w Kenii Bułgar, który ukończył tam niemiecką szkołę, a potem mieszkał w Indiach, Azji, Afryce, by osiąść we Wiedniu wydał zbiór swoich reportaży, pisanych w latach 1981-2007. Moje wrażenia z lektury opisuję na moim blogu.