Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Martyna Wojciechowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Martyna Wojciechowska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 marca 2014

Argentyna. Kobieta na krańcu świata

Książeczka Argentyna opisuje historię z pierwszej serii cyklu Kobieta na krańcu świata. Pokazuje życie codzienne kobiety-gaucha. Radość z wykonywania prac, które do niedawna były zarezerwowane dla mężczyzn oraz problemy związane z tym, jak tę młodą dziewczynę postrzega otoczenie. Blondynka o której mowa, stała się niejako towarem eksportowym, bo jej twarzą (i nie jej nazwiskiem) reklamuje się estancję, na której żyje i pracuje nawet na pokładzie samolotu. Martyna Wojciechowska wraz z ekipą swojego programu odwiedza  bezkresne przestrzenie pampy, by dotrzeć do tej młodej osoby i poznać jej historię.

Zaskakujące jak wiele może ulecieć z pamięci. Dlatego dla tych, którzy z tą historią mieli już do czynienia, publikacja jest świetną powtórką. Nie oznacza to jednak, że jest ona spisana na szybko, by podnieść dochody na tej samej historii. Z serii kieszonkowych książeczek wydanych pod szyldem National Geographic ten tytuł przypadł mi do gustu zdecydowanie bardziej niż seria innej znanej podróżniczki.

Argentyna to przede wszystkim parę ciekawych faktów z życia na argentyńskiej estancji. Fragment życia jakie prowadzą ludzie tam mieszkający i opiekujący się terenem. Podróżniczka i dziennikarka wgłębia się w ten świat i stara się bardzo dokładnie pokazać ten sposób na codzienność. A przy okazji sama uczestniczy w kastrowaniu byków, by później spałaszować smakowitości (lub też niesmakowitości) regionalnych, znieczulając się przed ich spożyciem sporą dawką miejscowego wina.

Publikacja jest o tyle ciekawa, że na wstępie przedstawia się w niej ciekawe i istotne informacje o Argentynie. Dane praktyczne, ale także wylicza się w niej najważniejsze miejsca, które koniecznie trzeba zobaczyć będąc w tym regionie. Kto zna magazyn Traveler, wie o co chodzi. Po każdym artykule czytelnicy znajdą tam garść niezbędnych informacji.

czwartek, 4 lipca 2013

„Dzieciaki świata” Martyna Wojciechowska



Wydawnictwo: National Geographic
data wydania: 8 maja 2013
oprawa: twarda
liczba stron: 165

Podróżowanie to jedna z najwspanialszych rzeczy na świecie. Nikogo specjalnie nie trzeba do tego przekonywać. To nie tylko fantastyczny sposób na zaznajomienie się z historią, tradycją różnych kontynentów, ale przede wszystkim możliwość poznania odrębnych kręgów kulturowych. „Co kraj, to obyczaj" - mówi przecież przysłowie. Martyny Wojciechowskiej również nie trzeba nikomu przedstawiać. Dziennikarka, ale przede wszystkim podróżniczka z pasją, autorka wielu książek i realizatorka filmów dokumentalnych, Jak sama przyznaje - najbardziej lubi jeździć do egzotycznych, bardzo odległych krajów i poznawać kulturę, obyczaje i zwyczaje mieszkańców. Przy okazji tych podróży obserwuje dzieci. Niniejsza pozycja jest właśnie owocem jej obserwacji. Razem ze swoją córeczką -Marysią, która mówiła, co jej się podoba, a co nie - Martyna napisała książkę dla dzieci o dzieciach. Jak żyją najmłodsi mieszkańcy naszej planety w Afryce, czy w Azji. W jakich mieszkają domach, gdzie śpią, co jedzą, jak spędzają wolny czas? Martyna - przez usta i umysł dzieci opowiada nam historię pięciorga dzieci z różnych krańców świata. Zapraszam w egzotyczną podróż i przedstawiam głównych bohaterów:

Zuzu - sześcioletni pasterz z plemienia Himba w Afryce, który zamiast myć się w wodzie, naciera się drobnym piaskiem, a potem okadza się dymem z domieszką ziół;
Lien - siedmiolatka z zatoki Ha Long w Wietnamie, która może pływać w morzu każdego dnia, bo jej dom stoi na wodzie, może też każdego dnia spod podłogi swojego domu wyciągnąć klatkę, a w niej będą już pływały smakowitości na obiad: kraby, krewetki, mątwy;
Matina - ośmioletnia dziewczynka z Nepalu, która jest żywą boginią i cały czas jest noszona na rękach, ponieważ jest stopy nie mogą dotknąć ziemi ani się pobrudzić;
Mebratu - dziewięcioletni pucybut z Etiopii, który musi sam zarobić sobie na książki i zeszyty;
Mali -która mieszka w środku tropikalnego lasu w Tajlandii, aby otrzeć do jej wioski trzeba przepłynąć łodzią albo dotrzeć tam na grzbietach słoni.

Choć większość z tych dzieci nigdy nie jadła chipsów ani pizzy, choć nie zna telewizora ani PlayStation, choć niektórzy nie potrafią czytać ani pisać, choć łóżko to miejsce na glinianej podłodze a kołdra to koźla skóra, choć do szkoły trzeba dotrzeć piechotą przez strome wzgórza - wszystko to nie ma znaczenia, bo one są po prostu szczęśliwe.
U tych dzieci nie widać smutku, nie ma ani krzty zaborczości i zachłanności. Są radosne, choć muszą wstawać o szóstej rano i doić krowy, jak Zuzu; muszą uważać, aby nie wpaść od wody i  nie mogą pobiegać po podwórku, bo jak mała Lien go po prostu go nie ma; nie mogą płakać, tak jak Matina, bo prawdziwe boginie nie płaczą; ale doceniają małe rzeczy, takie jak guma do żucia, czy czerwony długopis jak wesoły Mabratu.

W naszej szerokości geograficznej nie do pomyślenia, a nawet nie do zrozumienia. U nas szczęście mierzy się innymi kategoriami, a raczej dobrami. Oczywiście nie jest to obraz całościowy. W Afryce żyje przecież wiele dzieci, które mają znacznie gorzej, żyją w gorszych, bardziej prymitywnych warunkach. Jednak historie pięciorga tych dzieci powodują, że świat na którym żyjemy nie jest do końca taki zły i zepsuty. Wystarczy tylko umiejętnie na niego spojrzeć.

Parę słów jeszcze o wydaniu, bo tu Wydawnictwo dołożyło wszelkich starań i dopieściło książkę w każdym szczególe. Soczyste i  barwne zdjęcie, mapki miejsc, wiele ciekawostek na marginesach - wszystko to sprawia, że w połączeniu z treścią mamy przed sobą książkę, która z pewnością rozbudzi w dzieciach ciekawość świata. Dla Dzieci, tych dużych i tych małych, takich od 3 do 103 lat. POLECAM GORĄCO!

A tu można podejrzeć książkę KLIK
Mój blog tu KLIK

poniedziałek, 17 września 2012

"Kambodża" Martyna Wojciechowska


Ta książka była całkiem przypadkowym zakupem. Skusiła mnie tylko i wyłącznie Kambodża. O Martynie Wojciechowskiej niewiele wiem, nie pałam do niej szczególną sympatią, ale jeśli odwiedziła Kambodżę, chętnie o jej wrażeniach poczytam.

Na początku książki zamieściła wiele praktycznych informacji na temat kraju, takich jak zarys historyczny, wielkość, klimat. Wojciechowska wskazuje także, kiedy najlepiej odwiedzić Kambodżę, jakie miejsca warto odwiedzić, podaje przydatne adresy czyli robi wszystko, by czytelnik odniósł wrażenie, że do rąk wziął (mini-)przewodnik. Nic bardziej mylnego!

Ci ąg dalszy na moim blogu.

sobota, 25 lutego 2012

„Etiopia. Ale czat!” - Martyna Wojciechowska

            „W mieszkańcach tego kraju jest też coś takiego nieuchwytnego – godność, duma...”*

            Kto z nas nie lubi podróży? Odkrywania nowych miejsc, smaków, tradycji i obyczajów... Podziwiania pięknych, kolorowych, a czasem miejsc, które pokazują prawdziwe życie... Podróżujemy głównie dla relaksu, ale są ludzie, którzy odkrywają nieznane by je nam przybliżyć... By pokazać realia, a nie to co widzimy na bilbordach czy ulotkach.


Co to jest czat?

a. poga­wędka w cyberprzestrzeni
b. pań­stwo poło­żone w cen­tral­nej Afryce
c. tle­nek węgla
d. roślina pobudzająca**

            „Etiopia. Ale czat!” jest podzielona na czternaście rozdziałów mówiących o jakiś miejscach w Etiopii, ale też o zwyczajach mieszkańców, ich sposobie bycia. Martyna prowadzi nas przez wszystkie miejsca gdzie można dotrzeć i pokazać, stara się przedstawić tak jak rzeczywiście jest. Choć mieszkańcy niechętnie pokazują biedę, wolą by ich kraj był kojarzony z pięknem i życiem „na wysokim poziomie”, „Misji Martyna” udaje się dotrzeć nawet do tak zwanych slumsów. Piękne zielone obszary, kościoły wykute w skałach, nowe plemiona i ich zwyczaje (dla niektórych oszpecanie siebie jest czymś naturalnym, wygląda się wtedy atrakcyjniej). Pozycja ta też uświadamia, że bieda jest wszędzie, fragmenty o głodnych, zamieszkujących ulice dzieciach, często nie mających rodziny przerażały: połowa mieszkańców Etiopii to dzieci do czternastego roku życia...

            Przeczytałam już parę książek o tematyce podróżniczej więc mam wyrobione  jakie takie zdanie na ten temat. Gdy sięgałam po „Etiopia. Ale czat!” oczekiwałam ciekawych opisów, interesujących,  nowych, zapierającą dech w piersiach opisach miejsc. W pewnym stopniu to dostałam, jednak było coś co mi przeszkadzało. Książki podróżnicze powinny być o opisywanym miejscu, a nie o opisujących... Momentami wydawało mi się, że opisy są o ekipie programu. Lubię gdy to co czytam mnie przyciąga, magnetyzuje, tu mi tego zabrakło. Czytałam, ale gdy musiałam odłożyć to robiłam to bez żalu. Plusem jest cała masa zdjęć, uwielbiam gdy mogę zobaczyć to co widzieli opowiadający. Na szczęście zdjęć tu nie brakowało.
            Wydanie książki jest bardzo ładnie zrobione, w ogóle cała oprawa graficzna. Twardawa okładka, ładne kartki, każdy rozdział rozpoczyna jakaś Etiopska mądrość. Jest też dużo informacji odnośnie tak zwanych „suchych faktów” co jeszcze bardziej przybliża nam Etiopię.
            Reasumując - nie jest źle, ale mogłoby być lepiej. Mimo słabych punktów jest to w miarę ciekawa i interesująca pozycja.

*str. 39
**okładka
Autor: Martyna Wojciechowska
Tytuł: Etiopia. Ale czat!
Wydawnictwo: G+J
Rok wdania: maj 2009
Liczba stron: 288

niedziela, 12 lutego 2012

Martyna Wojciechowska, Etiopia. Ale czat!

Etiopię odwiedziłam już wcześniej z Kapuścińskim (Cesarz), ale że inne kultury ciągle mnie fascynują, Martyny Wojciechowskiej jeszcze nie znam (poza dwoma odcinkami jej programu), a książki wydane przez National Geographic kuszą pięknymi zdjęciami, postanowiłam wrócić do Afryki. Niestety to pierwsze spotkanie okazało się znacznie bardziej udane.

Książka jest podzielona na kilkanaście niedługich rozdziałów, w których autorka przybliża nam kolejne próbki Etiopii. Każdy rozdział jest opatrzony przysłowiem abisyńskim. Jedno z nich:

Jeśli masz zmartwienie – napij się kawy,
jeśli się cieszysz – napij się kawy,
jeśli jesteś zmęczony – napij się kawy

Teoretycznie wszystko jest ciekawe: krajobraz, w którym obok „najokrutniejszego miejsca na ziemi” (pustyni Danakil) rozciągają się hektary pięknej, bujnej roślinności; zespół kościołów wykutych w skałach; obce plemiona, inne zwyczaje... Dowiedziałam się paru nowych rzeczy (między innymi tego, że prawie połowa Etiopczyków to dzieci do 14. roku życia, a średnia wieku mieszkańców tego kraju wynosi... 18 lat!), obejrzałam ciekawe fotografie. A jednak nie ciągnęło mnie do tej książki, gdy przerywałam czytanie. 
Dalszy ciąg na moim blogu

poniedziałek, 10 października 2011

"Zapiski (pod)różne" Martyna Wojciechowska

"Zapiski (pod)różne" są książką zabawną i ciekawą. Jest to zbiór 34 mini reportaży z podróży, wraz z przemyśleniami autorki odnośnie życia na walizkach, ciekawości świata, kultywowania tradycji, szacunku do inności, a przede wszystkim sensu podróży samej w sobie. To niesamowite ile ta niepozorna kobieta ma w sobie siły, samozaparcia i odwagi! Nie brakuje jej również humoru, autoironii czy dystansu do otaczającego jej świata, dzięki czemu w książce tej poznajemy autorkę z nieco innej, bardziej osobistej strony, a świat widziany jej oczami staje się jeszcze bliższy.

Kolejnym plusem książki jest niewątpliwie jej wyważenie. Sytuacje zabawne ("Wizyta u szamana", "Elbrus pod napięciem", "Stara panna w podróży"), przeplatają się co rusz z tymi budzącymi zdumienie ("Kult kapcia", "Fabryka gwiazd", "Pocisk"), czy też mocno dającymi do myślenia ("Na szczęście", "Mongolski epilog", "Bez jaj"). Dzięki temu książka ta jest nie tylko świetną rozyrywką, ale również lekturą mądrą i wartościową, choć na całe szczęście pozbawioną patosu czy moralizatorstwa.

Więcej tutaj.

niedziela, 4 września 2011

"Kobieta na krańcu świata 2" Martyna Wojciechowska

Martyny Wojciechowskiej przedstawiać nie trzeba, podróżniczka, dziennikarka, prezenterka telewizyjna, zdobyła trudniejszą wersję Korony Ziemi. Jest redaktor naczelną miesięcznika "National Geographic" oraz prowadzi program "Kobieta na krańcu świata".

W drugiej części Kobiety na krańcu świata" autorka odwiedza Azję i Afrykę przedstawiając nam 8 reportaży kobiet z najróżniejszych środowisk, miejsc i statusów społecznych. Reportaże te to niesamowita okazja, aby wyjść poza schematy i zobaczyć jak mogą żyć inni.

Poznajemy Shirley Joubert z RPA, matkę hipopotamicy Jessici, która mieszka wraz z Shirley i jej mężem u nich w domu. Następnie udamy się do Tajlandii, Macieng to 36-letnia mieszkanka w Huay Pu Kaeng, wyjątkowość tej bohaterki to obręcze oplatające jej szyję. Nayioma Rae pochodzi z Tanzanii, jest kapitanem samolotu, co jest niezwykłe w tamtym regionie. Etiopia to smutna historia Mury Adaut niewidomej kobiety, która razem z grupą szczęśliwców zakwalifikowała się do zabiegu ratującego jej wzrok. Dzięki Kimichie poznamy świat gejsz i uchowanej starodawnej Japonii. Japonia odkryje także przed nami inny wymiar - subkulturę gyaru i Watanabe Kanae, modelkę oraz kierowcę ciężarówki. Ostatni reportaż będzie dotyczył opiekunek z ośrodka rehabilitacyjnego dla orangutanów w Indonezji.

Reszta recenzji na moim blogu - Wykredowana

piątek, 25 lutego 2011

Wszystkie drogi prowadzą do Addis

Zima znowu dała mi się we znaki. Śnieg i dotkliwy chłód sprawiają, że marznę nawet w fotelu czytając książkę. Jedyna możliwość, by nie czuć zimna, to wskoczyć pod kołdrę. Aż chciałoby się to wszystko przespać, obudzić na wiosnę, kiedy można normalnie działać. Niestety, nie mam organizmu misia, więc kurcząc się z zimna czytam o ciepłych krajach.

Dzięki przyjaciołom mam biblioteczkę zaopatrzoną w literaturę turystyczno-reportażową. Zaczęłam od „Etiopia. Ale Czat!” Martyny Wojciechowskiej, książki przepięknie wydanej.

Na recenzję tej książki zapraszam na mój blog.