piątek, 20 maja 2011

Świat według reportera

USA - Świat według reportera - Piotr Kraśko
Bliski Wschód - Świat według reportera - Piotr Kraśko

Wydawnictwo G+J
Warszawa 2011
96 stron

Piotr Kraśko to dziennikarz, którego nie trzeba przedstawiać. Wielokrotnie relacjonował najważniejsze wydarzenia z wielu miejsc na świecie. Na ten rok Wydawnictwo G+J zaplanowało wydanie serii National Geographic Świat według reportera, w skład której wchodzą książki z relacjami Piotra Kraśki z pobytu na Alasce, w USA, w Afryce, na Bliskim Wschodzie, w Ameryce Łacińskiej oraz we Włoszech. Seria ta jest wydana w małym formacie, ale mimo to zawiera dwie wkładki z niepowtarzalnymi zdjęciami, które przybliżają opisywane wydarzenia.

Opowieści Piotra Kraśki są reporterskimi zapiskami, które można wykorzystać do zrelacjonowania wydarzeń w Wiadomościach ;-) Pisane są lekkim, oszczędnym językiem. Czyta się je szybko i lekko. Zdecydowanie nie są to suche relacje. Są tam ciekawostki, których w wiadomościach podać nie można, zabawne momenty, trafne spostrzeżenia, opinie poznanych osób. Piotr Kraśko dzieli się z czytelnikami informacjami o swoich ulubionych miejscach.

Bliski Wschód - Hezbollah, Nasrallah, Al-Dżazira, maronici, druzowie, szyici, sunnici - po przeczytaniu książki Bliski Wschód ułożenie mozaiki z tych pojęć nie byłoby już dla mnie aż takim wyzwaniem jak dotychczas. Kraśko w bardzo przystępny sposób wyjaśnia sytuację panującą w tym "gorącym" rejonie. Wszechobecna niepewność i nieuniknione cierpienie to dla mieszkańców Bliskiego Wschodu to chleb powszedni. Można tam żyć, z tym że to życie jest zupełnie inne niż to, które znamy.

USA - kraj, którego nie da się opisać w kilku słowach. Nie pozwalają na to różnorodność i rozległość. Biały Dom, teksańskie rancza, ogrom Gór Skalistych, natchniony Nowy Orlean - o tym można tu poczytać. 

Więcej na moim BLOGU.

niedziela, 15 maja 2011

Kolor: czerwień. Zapach: czerwień


 „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” Swietłana Aleksijewicz

Recenzji tej książki nie powinno być. Czytając publikacje Aleksijewicz trudno nie oprzeć się wrażeniu, że interpretacja „Wojny…” to nadbudowa, która zaciera pierwotne znaczenie Świadectw, samego tekstu. Przy tym wydawnictwie można wyraźnie poczuć, że zrecenzować tekst Białorusinki to nic innego jak nieudolna próba przekładu tego co znalazło się w książce. Powinnam pozwolić mówić samym bohaterkom – żołnierkom (jak to słowo absurdalnie brzmi w formie żeńskiej!) tak jak w przeważającej części tekstu zrobiła to sama autorka. To by wystarczyło. Wystarczyło, aż nadto żeby spróbować zrozumieć istotę i sens cierpienia. (Bez)sensu wojny!
***

Wojny powinno się opisywać fizjologią, wtedy nie byłoby powtórek z historii. Odcięte kończyny, odmrożenia, sczerniałe policzki, wypadające włosy, zęby, paznokcie… Wojny by nie było, jestem przekonana.

Zapraszam do przeczytania całej recenzji  >>TUTAJ

Heban

Ryszard Kapuściński
Czytelnik, Warszawa 1998

Heban to owoc wielokrotnych podróży i pobytów autora w Afryce, od 1958 roku aż po lata dziewięćdziesiąte. Praca w Afryce od początku była marzeniem Kapuścińskiego, poznał ten kontynent jak pewnie niewielu Białych, przejechał go ze wschodu na zachód i z powrotem. A że jego zainteresowania Afryką wykraczały daleko poza zawodowe obowiązki korespondenta, nie ograniczał się do śledzenia wydarzeń z jakiegoś dobrego hotelu w jednej z nadmorskich stolic. Pchał się wszędzie tam, gdzie coś się dzieje, w wir zamachów stanu (Zanzibar) i w pobliże wojen domowych (Stygnące piekło). Ale i tam, gdzie nie dzieje się nic, gdzie toczy się zwykłe, codzienne życie Afrykanów, na prowincję, do wiosek (Będzie święto, Dzień we wsi Abdallah Wallo) i obozów dla uchodźców (Ci ludzie, gdzie są?), do których nie prowadzą żadne cywilizowane drogi. 
 
Reportaże zebrane w Hebanie są zapisem nie tylko tego, co autor widział i czego sam doświadczył. Kapuściński pisze w nich też o historii i polityce. Dzieli się z czytelnikiem swoimi przemyśleniami na temat przyczyn tego, jak wygląda afrykańska współczesność i powodów, dla których Afrykańczycy są, jacy są. Byłoby bardzo na wyrost powiedzieć, że można dzięki niemu poznać Afrykę, z jej różnorodnością ludzi, zwyczajów, wierzeń. Natomiast stwierdzenie, że bardzo ją czytelnikowi przybliża i pomaga zrozumieć, wydaje mi się jak najbardziej uprawnione. Po lekturze Hebanu czytelnik, który dotąd opierał się tylko na pokutujących u nas mitach, inaczej patrzy na ten kontynent, a przede wszystkim na jego rdzennych mieszkańców. 
 
Dzięki pasji Kapuścińskiego i jego dążeniu do zobaczenia prawdziwego oblicza Afryki, dzięki świetnemu zmysłowi obserwacji i umiejętności przelania tego na papier możemy przenieść się w miejsca, do których sami pewnie nigdy byśmy nie dotarli. I choć coraz więcej z nas spełnia swoje marzenia o podróżach dalekich i bliskich, to jednak każdy ma jakąś granicę, poza którą się nie ruszy z braku czasu, pieniędzy, zdrowia albo ze strachu.. Ale za sprawą takich ludzi jak Ryszard Kapuściński, możemy sobie poczytać o miejscach dla nas niedostępnych. To oni się za nas pocą, oni umierają z pragnienia, to ich gryzie robactwo i to oni ryzykują złapanie tropikalnej choroby. I za to właśnie ich uwielbiamy i podziwiamy.

Więcej na moim blogu. Zapraszam.

sobota, 14 maja 2011

"Podróżnik WC" Wojciech Cejrowski

Wojciech Cejrowski od 1985 roku jeździ z wyprawami tam, gdzie przyroda jest wciąż dzika, czyli na takie tereny, gdzie człowiekowi trudno wytrzymać. Do tego, jak sam twierdzi, nie jest potrzebna odwaga bohatera, tylko samozaparcie muła. Nie trzeba być dzielnym, lecz wytrzymałym, odpornym, cierpliwym i upartym. 

"Podróżnik" to tyle co "notatnik z podróży" - zeszyt, w który można zapisać  na bieżąco różne historie, myśli i wydarzenia. 

A owy "Podróżnik" wcale nie jest nową pozycją. Po raz pierwszy ukazał się w 1997 roku. Miał być pierwszym z wielu cienkich zeszytów, składających się  na autorski cykl książek. Nie wyszło. Światło dzienne zobaczył tylko tom pierwszy, który na przestrzeni kolejnych lat można było nabyć wyłącznie na aukcjach internetowych. Podróżnik obrósł legendą, jednak Wojciech Cejrowski nie chciał zgodzić się na wznowienie. Tak było do 2010 roku, kiedy to ukazało się drugie wydanie książki. Wydanie zupełnie nowe – poprawione, uzupełnione, rozbudowane. Dopieszczone w najdrobniejszych szczegółach przez Autora. 
 
"Podróżnik WC", w odróżnieniu od pozostałych książek Cejrowskiego, jest zbiorem różnych opowieści. "Gringo wśród dzikich plemion" i "Rio Anaconda" są jedną wielką historią, natomiast ta pozycja to powiązanie rozmaitych przygód. I jak zawsze czyta się to lekko i szybko, ale... 
Właśnie tu będzie jakieś 'ale'.

Najpierw jednak plusy. Podobał mi się opis miasta-Meksyk, wspomnienie babci Władysławy, ciekawostki dotyczące poszczególnych narodowości,  anegdoty i niektóre rady.  I na tym niestety koniec plusów. Zabrakło mi fascynacji, z jaką opisywał mieszkańców dzikich terenów w "Gringo...", pasji, z jaką wspominał zielone plamy, czyli miejsca wprawdzie formalnie odkryte, ale jeszcze nie zdobyte.  

Poza tym tytuł i okładka książki mówią same za siebie. Nie ma tu fascynacji przebytymi podróżami, a fabuła skupiała się na Autorze, jego dolegliwościach, wywodach oraz samej osobowości. Cejrowski momentami staje się pyszny, wyniosły, a czasami chamski. Myśli stereotypami, próbuje być moralizatorski i często się powtarza, i sam sobie zaprzecza. Ale może, gdybym ja, była w tylu krajach, w tylu dzikach miejscach, też by we mnie urosło poczucie megalomani. Może?

Summa summarum książka warta przeczytania, ale "Gringo..." przeczytałabym z przyjemnością jeszcze raz, a "Podróżnika WC" już niekoniecznie.  

recenzja też u mnie Zapraszam!

czwartek, 5 maja 2011

Granica (nie)zrozumienia


"Obwód głowy" Włodzimierz Nowak

Jedną z najbardziej wyrazistych i ważnych scen z filmu Agnieszki Holland „Europa, Europa” jest ta w której główny bohater Sally, chłopak żydowskiego pochodzenia, trafia do niemieckiej szkoły Hitlerjugend i zostaje uznany za rasowego i idealnego aryjczyka ponieważ posiada „perfekcyjne” proporcje ciała, w tym również podręcznikowy obwód głowy. Lekcja anatomii w nazistowskim wydaniu. Ten jeden mały, ale szalenie ważny epizod wyjaśnia i demaskuje absurd hitlerowskich założeń co do czystości rasy. Założeń opartych na fałszywych przesłankach. Trafniej kulturalna norma, determinująca istnienie (precyzyjniej miliony istnień). Podobnie jak stosunki polsko-niemieckie, pełne przesądów i niezrozumienia. Okraszone „zła historią”. Gdzie nadrzędnym czynnikiem określającym wzajemne relacje okazują się konflikty i krzywdy, wzajemna nieufność, szczególnie tragizm nazizmu. Graniczne tak blisko, mentalnie setki kilometrów dystansu. Dystansu, który próbuje zrozumieć i opisać Włodzimierz Nowak w  książce „Obwód głowy”.

Zapraszam do lektury całej recenzji >>TUTAJ

piątek, 29 kwietnia 2011

"Zabójca z miasta moreli. Reportaże z Turcji" - Witold Szabłowski

    Reportaże Szabłowskiego mają klimat polsko - tureckich pogawędek przy piwku, choć niejednokrotnie dotyczą one trudnych spraw i tematów ocierających się o tabu. Dawno nie czytałam rzeczy tak panoramicznej zarówno pod względem wachlarza poruszanych aspektów, jak i rozmaitych na ich temat poglądów. 
   Szabłowski to może nie tyle profesjonalny reporter, co wielki pasjonat kraju o którym pisze. I może dlatego tak dobrze się to czyta. Autor ma dystans do siebie oraz do swoich rozmówców, nie ocenia, nie szufladkuje, po prostu słucha i gawędzi. Styl Szabłowskiego jest dość specyficzny - ma się wrażenie, iż to ciebie właśnie praży tureckie słońce, że to ty właśnie patrzysz na opisywane budowle, że widzisz łzy ocalonych od honorowych zabójstw kobiet; nie wyczuwa się niemalże papieru i tuszu, tak żywa i spontaniczna jest narracja w "Zabójcy...".
 Na całość recenzji serdecznie zapraszam do mnie - Kartek szelest.

Atlantyk - Pacyfik


Atlantyk - Pacyfik. W ślady Kolumba, Melchior Wańkowicz, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1989



Ponieważ w oddali majaczą powoli wakacje, a moje zainteresowanie Melchiorem Wańkowiczem nie słabnie, oczywistym wyborem stał się "Atlantyk - Pacyfik", pierwszy tom tryptyku "W ślady Kolumba". Co prawda do Ameryki się nie wybieram, ale zbiór felietonów autora ma coś z wakacyjnego posmaku beztroski i radosnego zwiedzania obcych lądów połączonego z wytrwałym poznawaniem różnic kulturowych.

c. d.

SMIETANKA LITERACKA

wtorek, 26 kwietnia 2011

Dziennik z getta warszawskiego

Dziennik z getta warszawskiego, Mary Berg, przełożyła Maria Sałapska, Czytelnik 1983



Mary Berg (Miriam Wattenberg) zaczęła pisać swój dziennik w 1939 r., jest to więc dokument historyczny, oddający "na gorąco" ówczesne wojenne realia. Rozpoczyna na oblężeniu Warszawy, ma wtedy 15 lat a już czuje się samotna i stara. Myślę, że prowadzenie codziennych zapisków było dla młodej, zgnębionej dziewczyny swoistym sposobem na oswojenie zupełnie nowej, brutalnej rzeczywistości i jak zwykle w przypadku ofiar Shoah, potrzebą dawania świadectwa. Książka po raz pierwszy ukazała się po angielsku w Ameryce, w 1945 r. i była jednym z pierwszych świadectw Zagłady dokonywanej w Polsce na Żydach.

SMIETANKA LITERACKA

Jean Rolin "I ktoś rzucił za nim zdechłego psa"

Czasami bywa tak, że czytając powieść lub reportaż, mamy ochotę wybrać się w opisywane przez autora miejsca, by choć przez chwilę poczuć to, co czuje bohater. Celem podróży staje się wtedy chęć porównania rzeczywistości z fikcją literacką. Podróżujemy również z innych powodów- by uciec przed problemami, odpocząć, poznać inne kultury, zasmakować obcych smaków, pozwiedzać. Niektórzy w wędrówce odnajdują sens życia, peregrynują dla samej przyjemności podróżowania. We wszystkich tych przypadkach cel wojaży wyznaczają pewne wektory. Jean Rolin, francuski dziennikarz i reporter, również wyruszył w świat. Jego wędrówka jest bardzo chaotyczna i wydawać by się mogło, że Francuz nie panuje nad losem, który rzuca go w najprzeróżniejsze zakątki kuli ziemskiej. Ale nie ma się co dziwić, wszakże wektorami osobliwej wędrówki francuskiego reportera są psy.   Nie są to jednak udomowieni najlepsi przyjaciele człowieka, nie, Rolin podąża śladami psów „feralnych”, bezpańskich, dzikich, a obserwacje z podróży zawarł w swej najnowszej książce „I ktoś rzucił za nim zdechłego psa”.
Cały tekst ukazał się w majowym numerze "Nowych Książek"- zapraszam.

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Z Pawlikowską na Sri Lance

Wprawdzie Wielkanoc obfitowała w wypady, ale raczej rodzinne odwiedziny. Zatęskniłam i za dalszymi podróżami, dlatego sięgnęłam po „Blondynkę na Sri Lance” Beaty Pawlikowskiej. Książeczkę wprawdzie niedużą, ale skutecznie dodającej egzotyki do codziennych spraw i rzeczy.

Tak jak przy poprzedniej książce Pawlikowskiej „Blondynka w Peru”, i tym razem nie było mowy o gruntownej charakterystyce opisywanego miejsca, chodziło raczej o przedstawienie kilku ciekawostek i przemyśleń, przywołanie atmosfery wyprawy i klimatu tego miejsca.



Do zapoznania się z dalszym ciągiem recenzji zapraszam na mój blog.