Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Swietłana Aleksijewicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Swietłana Aleksijewicz. Pokaż wszystkie posty
piątek, 8 marca 2013
Swietłana Aleksijewicz "Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości"
Autor: Swietłana Aleksijewicz
Tytuł: Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości
Wydawnictwo: Czarne
Seria: Reportaż
Rok wydania: 2012
Czarnobyl to już nie nazwa miasta, ale metafora, hasło kojarzące się z niewyobrażalną katastrofą, wobec której człowiek pozostaje bezbronny. To historie tych, którym kazano walczyć z niewidzialnym wrogiem, a oni odpowiadali: Panie, jakie promieniowanie? Ja przeżyłem wojnę, a pan mi mówisz, że nie mogę zjeść ogórków z własnego ogródka, bo to mnie zabije? To także symbol tego, że choćbyśmy starali się zaprzeczać, wszyscy żyjemy na tym samym świecie i bez względu na to, czy zarabiamy miliony albo żyjemy na marginesie społeczeństwa, oddychamy identycznym powietrzem. Atom nie pyta, ile masz lat, co dobrego zrobiłeś dla świata. Nie dzieli ludzi według płci czy narodowości. Zniszczenia, które powoduje, w ciągu kilku dni stają się problemem międzynarodowym, globalnym.
Czytaj dalej...
czwartek, 16 sierpnia 2012
"Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" Swietłana Aleksijewicz
Jeśli macie ochotę na książkę łatwą, miłą i przyjemną - lepiej
trzymajcie się z daleka od reportażu Swietłany Aleksijewicz. Jeśli
natomiast chcecie spojrzeć z innej strony na II wojnę światową i ujrzeć
ją oczami kobiet, które walczyły w Armii Czerwonej - przeczytajcie.
Większość
relacji wojennych, jakie znamy (przynajmniej tych, które ja znam),
pochodzą od mężczyzn. Nieliczne kobiety, które się w tych opowieściach
przewijają, najczęściej pracowały w szpitalach polowych. Ale nie
spotkałam się wcześniej z relacjami kobiet, które walczyły na pierwszej
linii frontu, które były strzelcami, czołgistkami, artylerzystkami,
snajperami czy lotnikami. W "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" takich
opowieści jest kilkadziesiąt.
Autorce zależało, żeby
odszukać i porozmawiać o wojnie z kobietami-żołnierkami, chciała poznać
ich wspomnienia i zrozumieć emocje, które im towarzyszyły. Początkowo
łatwo nie było - wiele kobiet nie chciało z nią rozmawiać. Wiele po
prostu nie umiało o wojnie mówić - nikt wcześniej z nimi na ten temat
nie rozmawiał, zakazywano im opowieści frontowych, zamykano im usta. O
ile z wielu mężczyzn walczących na wojnie zrobiono bohaterów, o tyle w
przypadku kobiet dla wielu taka frontowa przeszłość była problemem i
obciążeniem.
Bohaterki książek bardzo się od siebie różnią, pochodzą z
różnych zakątków ZSRR, różnie wyglądało ich przedwojenne życie. Ale
jedno je łączy: zdecydowały się na ochotnika zaciągnąć do armii. I - co
mnie zaskoczyło - czytając te wspomnienia wydaje się, że one
rzeczywiście bardzo tego chciały, że to nie jest efekt propagandy,
udawanie. Szły na wojnę, bo tak trzeba było ich zdaniem w tamtej chwili
postąpić. Szły mając mętne wyobrażenie o tym, co je na tej wojnie
czeka.
Dostawały parę za dużych męskich butów i mundur. Szybko zapominały o swej kobiecości.
Patrzyły na wojnę nieco inaczej niż ich koledzy - przez pryzmat kolorów,
zapachów, emocji. Często same sobie chciały udowodnić, że one też mogą
walczyć (często musiały też udowodnić to swoim przełożonym). jest w tych
wspomnieniach coś niesamowitego, dlatego warto po tę lekturę sięgnąć.
Choć nie ukrywam, że czyta się bardzo ciężko, że wiele razy miałam
ochotę książkę odłożyć na bok i już do niej nie wracać. Ale wróciłam. I
nie żałuję.
wtorek, 13 września 2011
Wojna nie ma w sobie nic z kobiety - Swietłana Aleksijewicz
Swietłana Aleksijewicz - Wojna nie ma w sobie nic z kobiety
Wydawnictwo Czarne
Rok wydania 2010
ISBN 978-83-7536-225-1
Ilość stron 350
Z okładki spogląda na czytelnika radosna dziewczyna, czerwonoarmiejec. Na myśl przywodzi Marusię z ogólnie znanego serialu polskiego o wojnie i piękną Marusię ( wszystkie Rosjanki to dla nas Marusie ) z komedii "Gdzie jest generał".. Ale książka nie jest radosna, to książka o wojnie widzianej oczami kobiet-żołnierzy. Kobiety z tej książki były młode i piękne, ale nie tak schludne i eleganckie, jak wspomniane przeze mnie bohaterki. Nie były przede wszystkim kobietami, ale żołnierzami, czerwonoarmiejcami. Nosiły męskie za duże mundury, ciężkie buciory, męską bieliznę. Co nimi kierowało, że szły do armii? Wszystkie prawie mówiły: była wojna, byłam komsomołką, musiałam walczyć i szły " za rodzinu, za Stalinu - na boj, na boj, na boj". CD na blogu 52 tygodnie czytania. Zapraszam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


