niedziela, 9 października 2011

Kominiarska robota



Moja ksiazka miesiaca! Jak nie roku...

Prosty zbior wywiadow - 17 dziennikarzy opowiada Agnieszce Wojcinskiej o kulisach swojej pracy. Plus krotkie biogramy i po malym fragmencie jednego wybranego tekstu, ktory jest wstepem do rozmowy. A jednak juz sam dobor rozmowcow - Malgorzata Szejnert, Magdalena Grochowska, Angelika Kuzniak, Wojciech Tochman, Wojciech Jagielski, Krystyna Kurczab-Redlich, Barbara Pietkiewicz, Wlodzimierz Nowak, Anna Bikont, Joanna Szczesna, Mariusz Szczygiel, Irena Morawska, Lidia Ostalowska, Katarzyna Surmiak-Domanska, Jacek Hugo-Bader, Pawel Smolenski i Witold Szablowski - mowi wszystko o tej pozycji. Sami najlepsi! W jednej ksiazce...

Autorka Agnieszka Wojcinska, rowniez dziennikarka, sklania gwiazdy polskiego reportazu do udzielenia odpowiedzi na bardzo podobne pytania: skad bierze sie temat? a skad bohaterowie? jak naklaniaja ich do rozmowy? jaki jest ich stosunek do nich? ingeruja w ich swiat? jak pisza? nagrywaja czy notuja? jakie sa ich emocje w czasie pisania? a potem?

Jednak odpowiedzi za kazdym razem sa inne. Kazdy reporter podchodzi do swojego zawodu troche inaczej, ma tez inne nawyki warsztatowe, inaczej widzi swiat i odbiorce tekstu...

Ciag dalszy na moim blogu. Zapraszam!

Karawana kryzysu. Za kulisami przemysłu pomocy humanitarnej

Linda Polman 
Wydawnictwo Czarne, 2011


Radykalna i bezkompromisowa w formułowanych ocenach i wyciąganych wnioskach. Bezlitośnie obnażająca absurdy międzynarodowej działalności humanitarnej. Holenderska dziennikarka Linda Polman jako korespondentka odwiedziła dotknięte klęskami żywiołowymi i kryzysami regiony od Haiti, przez Afganistan aż po zachodnią i wschodnią Afrykę. Na tych doświadczeń oparła swoją demaskatorską „Karawanę kryzysu.” Błyskotliwie napisana analiza razi jednak jednowymiarowością.

Autorka dostosowała dyskurs do z góry przyjętej, kontrowersyjnej tezy: pomoc przynosi więcej szkód niż korzyści. Pomstowanie na nieefektywność, niejasne cele i odwrotne od zamierzonych skutki pomocy rozwojowej nie jest niczym nowym. Linda Polman w swoich postulatach posuwa się znacznie dalej, wzywając do zaprzestania pomocy humanitarnej.


Więcej na moim blogu. Zapraszam do lektury i komentowania.

sobota, 8 października 2011

Podróże z Herodotem

Ryszard Kapuściński
Wydawnictwo Znak, Kraków 2004

Podróże z Herodotem nie są właściwie reportażami, a przynajmniej nie typowymi, bo oprócz przekraczania granic między krajami i społeczeństwami Kapuściński przekracza w niej granice czasu. Obszerne fragmenty, całe rozdziały nie tylko nawiązują, ale wręcz stanowią streszczenie lub cytaty z dzieła Herodota. 

Dzieje Herodota towarzyszyły Ryszardowi Kapuścińskiemu od samego początku, od pierwszej podróży, w którą „Sztandar Młodych” wysłał go, wówczas początkującego dziennikarza, aż do Indii. Później zabierał książkę ze sobą niemal wszędzie, gdzie wyruszał. Żyjący w V wieku p.n.e. Herodot stał się jego mentorem, wzorcem. I w jednej ze swoich ostatnich książek, w Podróżach z Herodotem Kapuściński pokazał, jak dojrzewał jako reporter, jak kształtował się jego warsztat. Na początku miał jedno marzenie – przekroczyć granicę, nieważne którą. Podróżując w towarzystwie Herodota odkrywa stopniowo (a czytelnik wraz z nim), że do przekroczenia są nie tylko granice terytoriów i że prowincjonalizmem jest nie tylko zamykanie się w granicach przestrzennych, ale również w swoich zwyczajach, mentalności, czasie. 

Odkrywa też inną rzecz: subiektywizm postrzegania świata. I uprzedza nas uczciwie, abyśmy nie brali bezkrytycznie tego, co nam opisuje. Reporter czerpie swoją wiedzę o świecie nie tylko z własnych obserwacji, bo wtedy byłaby to wiedza uboga, niepełna.
Więcej na moim blogu. Zapraszam.

czwartek, 6 października 2011

„Śpiąca ziemia”

[źródło]

"Dobranoc, panie Lenin!" Tiziano Terzani
W pracy reportera wiele zależy od „szczęścia”. Trafniej – przypadku, który niewątpliwie stanowi kluczową zmienną w zawodzie dziennikarza. Do Tiziano Terzaniego w nocy z 18 na 19 sierpnia 1991 dociera informacja o puczu moskiewskim. Szalenie istotne wydarzenie, które stanowi kolejny ważny krok w kierunku ostatecznego rozpadu imperium ZSRR. Włoski publicysta w tym szczególnym dniu znajduje się na statku Propagandist, na pokładzie którego odbywa podróż po rzece Amur. Reporter musi podjąć decyzje: czy pojechać Moskwy, która jest niewątpliwie, w tamtym czasie epicentrum wydarzeń, czy może kontynuować wyprawę po syberyjskiej rzece. Druga składowa zawodu reportera – decyzyjność. Autor książki „Dobranoc, panie Lenin!” postanawia wybrać zgoła odmienną alternatywę – podróżując po byłych już republikach ZSRR, które właśnie odzyskują niepodległość, będąc w trakcie politycznej transformacji tj.: Armenia, Azerbejdżan, Gruzja, Kirgistan, Kazachstan, Tadżykistan, Turkmenistan, Uzbekistan Terzani postanawia „rozgryźć” dogorywające imperium z perspektywy zwykłego obywatela, wsłuchać się w opowieści pojedynczych osób. Korespondentowi Der Spigiel udało się zatem połączyć wspomniany wcześniej „fart” z  instynktem rasowego dziennikarza, oddając tym samym w ręce czytelnika bardzo dobry, rzetelny i nietuzinkowy tekst...

Zapraszam do lektury całości recenzji >>TUTAJ 

środa, 28 września 2011

Wojciech Tochman, Bóg zapłać

 
"Nie chcę kogokolwiek swoim pisaniem wzruszać. Staram się pisać tak, by poruszać, wstrząsać. Z takiego poruszenia coś może dobrego wyniknąć, ze wzruszenia najwyżej mokra chusteczka"*

Tak o swoim pisarstwie powiedział w jednym z wywiadów znany i ceniony polski  reporter - Wojciech Tochman.
Czy rzeczywiście jego reportaże mogą poruszyć czytelnika, wstrząsnąć nim na tyle, by zechciał się choć przez chwilę zatrzymać, zastanowić nad przeczytanym właśnie tekstem? Na to pytanie mogłam udzielić sobie odpowiedzi czytając ostatnio wydaną  przez Wydawnictwo Czarne książkę Wojciecha Tochmana Bóg zapłać
Jest to zbiór 14 reportaży, z których większość była już publikowana we wcześniejszych jego książkach  - Schodów się nie pali  oraz Wściekły pies
 
Te 14 reportaży to 14 perełek polskiej prozy publicystycznej. To 14 perfekcyjnie  wycyzelowanych opowieści o pogmatwanych ludzkich losach. Każda z nich mogłaby być scenariuszem pełnometrażowego filmu, który wzbudzałby całą gamę emocji i po obejrzeniu którego większość widzów  mogłaby zakrzyknąć "To było dobre, ale w prawdziwym życiu takie historie się nie zdarzają." A jednak Tochman swoich historii nie tworzy, nie wymyśla,  lecz opisuje prawdziwe losy prawdziwych  bohaterów. Są nimi zarówno ludzie dobrze znani polskiemu czytelnikowi (Wanda Rutkowska, Tomasz Beksiński), jak i ci, o których do tej pory  nie słyszeliśmy, a często nie podane jest nawet ich nazwisko, są dla nas anonimowymi  postaciami (jak choćby bohaterowie pierwszego reportażu Bóg zapłać, których znamy jedynie jako On i Ona).
Na dalszą część recenzji zapraszam tutaj.

środa, 21 września 2011

Zielone piekło

Raymond Maufrais
Wydawnictwo ISKRY, Warszawa 1982
303 strony

Zielone piekło to zapis dwóch wypraw Raymonda Maufrais do amazońskiej puszczy, do Mato Grosso i Gujany. Pierwszą opisał po powrocie, z drugiej nie wrócił, możemy poznać jej przebieg dzięki notatkom, które odnaleziono na miejscu ostatniego (?) obozu, nad rzeką Tamouri. 
 
Niesamowity człowiek i niesamowita książka. Wydana w Polsce po raz pierwszy w 1962 roku, a później jeszcze kilkakrotnie, jest chyba niezbyt popularna. A wielka szkoda. Sama odkryłam ją zaledwie kilka miesięcy temu i sięgnęłam tylko dzięki temu, że była w mojej bibliotece rejonowej. A przecież to powinna być lektura obowiązkowa wszystkich fanów książek podróżniczych. 
 
Już pierwsza część zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. W 1946 roku dziewiętnastoletni Maufrais po wielu perypetiach przyłącza się do kilkunastoosobowej wyprawy organizowanej przez Urząd Ochrony Indian na terytorium Szawantów – wojowniczych Indian z Mato Grosso.
W drugą ruszył trzy lata później. Przez dżunglę samotnie postanowił dotrzeć do gór Tumuc-Humac w Gujanie Francuskiej. Podczas wyprawy regularnie prowadził dziennik i tylko dzięki temu, że wiemy, jak ta wyprawa przebiegała. Zapiski urywają się 13 stycznia 1950 roku.  Nie wiadomo, czy Maufrais przeżył, mimo dwunastu lat poszukiwań nie natrafiono na żaden inny ślad po podróżniku. Tym bardziej robi wrażenie to, co po sobie zostawił. 
 
Gorąco polecam książkę, proponuję jednak sięgnąć po wydanie Zysku i S-ki z 2011 roku, opatrzone jest przedmową, ilustrowane zdjęciami. Okładka na fotce na górze z tego właśnie wydania.
Więcej na moim blogu. Zapraszam.

wtorek, 20 września 2011

Chińska Republika Ludowa raz jeszcze…


"Raz na kilkaset lat" Krzysztof Bielecki

„Raz na kilkaset lat” to literacka relacja Krzysztofa Bieleckiego z trzytygodniowej, spontanicznej wprawy do Chin. Już po opisie na okładce możemy wywnioskować, że nie mamy do czynienia z tradycyjną relacją z podróży (oczywiście w jak najszerszym kontekście), lecz opisem wyprawy na tak zwanym „spontanie” – od jednej do drugiej kawiarenki internetowej. Autor podczas tej „niezwykłej” podróży pisał bowiem bloga, którego postanowił wydrukować i wydać własnym sumptem. Dla miłośników nowinek technologicznych, w publikacji znalazły się również fotokody, które po odczytaniu (odkodowaniu) ukazują fragmenty książki. Wiele innowacji, lecz kosztem jakości. Tekst zasadniczo nie wzbogaca w żaden sposób literatury gatunku (czy to w formie tradycyjnej, czy też innowacyjnej). Stylistycznie i merytorycznie tekst jest bardzo słaby. Rozumiem pewne zamierzenie autora, aby pozostawić zapiski w jak najbardziej pierwotnej formie publikowanej na blogu, lecz nie rozumiem w takim razie sensu wydruku. I dlatego niestety uważam że to wydawnictwo nie wnosi żadnej wartości dla przyszłych podróżników, czy też czytelników.

Zapraszam do lektury całości recenzji >>TUTAJ 

sobota, 17 września 2011

Ćwiczenia z pamięci historycznej



[źródło]
„Pochówek dla rezuna” Paweł Smoleński


Banalne jest stwierdzenie, że II Wojna Światowa trwała od 1939 do 1945 roku. Historia XX wieku obudziła najgorsze z demonów ludzkości – ekstremalne ideologie, których ofiary ponosiły najczęściej cywile, jednostki – wiele lat przed i po wojnie. Demony fanatyzmu wszelkiej maści, miały w tym tragicznym czasie bardzo dobre notowania. Prawie każda rodzina europejska (szczególnie ze wschodniej części kontynentu) nosi piętno tamtych wydarzeń – ofiary i aresztowani wśród bliskich, straty moralnie i materialne. Pamięć o tamtych wydarzeniach to szalenie istotna sprawa – pamięć jako świadectwo tragedii. Lecz na obrzeżach tej pierwszej istnieje również druga forma pamięci, która nie pozwala wybaczyć i którą Ryszard Kapuściński w przedmowie książki Smoleńskiego określa mianem nieruchomej, martwej skamieliny. Czas historyczny, w relacjach polsko – ukraińskich to statyczny twór, którego początku można dopatrywać się w ludobójstwie wołyńskimi i wyniszczającej Akcji „Wisła”. Książka Pawła Smoleńskiego to próba uchwycenia i opisania niezwykle trudnych stosunków tych dwóch narodowości, w których pamięć o tragedii sprzed ponad pół wieku jest ciągle żywa.

Zapraszam do lektury całości recenzji >>TUTAJ

"Bóg zapłać” Wojciech Tochman




"Bóg zapłać” to 14 opowiadań, reportaży czy nawet przypowieści. Wielu z nas zadawało sobie często takie pytania: Dlaczego Bóg pozwala na takie cierpienie? Dlaczego Bóg ich nie ocalił? Dlaczego tak chciał? Takie pytania pojawiają, wtedy kiedy dzieje się jakaś tragedia, gdy ktoś umiera. A gdzie jest w ogóle powiedziane, że Bóg ma sprawiedliwie ocalać? cuda sprawiedliwie rozdawać? czy cuda się nam należą? czy Bóg ma się nam tłumaczyć, że tak chciał?   


Bohaterowie opowiadań to zwykli ludzie, praktycznie anonimowi. 10-letnia Ania, która nigdy nie wróciła ze szkolnej dyskoteki ("Zażalenie”); ksiądz homoseksualista zakażony wirusem HIV ("Wściekły pies”); Aliny P. molestowana w dzieciństwie przez księdza proboszcza ("Atmosfera miłości”), chłopak z zespołem tourette'a ("Więzień”); Jan, który nie ma przeszłości ani tożsamości ("Człowiek, który powstał z torów”); bracia-bliźniacy, którzy odnajdują się po latach ("Nieobecność”); rodzice i nauczyciele dzieci, którzy zginęli w wypadku jadąc na pielgrzymkę do Częstochowy ("Mojżeszowy krzak"); siedmioro dzieci, które opieka społeczna próbowała zabrać z rodzinnego domu, bo rodzice nie potrafili właściwie się nimi zaopiekować ("Bracia i siostry").

Wszystkie te historie zdarzyły się naprawdę, choć trudno w to uwierzyć. Chociaż, kto wie czy jakaś historia nie wydarzyła się u kogoś tuż za ścianą. Ludzie czasami bywają ślepi, albo udają, ze nie widzą. Opowiadania te są bardzo bolesne, trudne do zaakceptowania, czy zrozumienia, dla mnie osobiście przerażające i szokujące. 

Codzienne zmagania się z losem, strata najbliższych, jak z tym żyć, jak sobie radzić? "Twoje żyje" - tak mówili rodzicie, którzy stracili swoje dzieci wypadku, mówili tak to tych, których dzieci przeżyły. I komu ciężej było to wszystko znosić?  

Tochman nie daje tu odpowiedzi, nikogo nie oskarża, nie moralizuje, nie udziela żadnych rad, nikogo nie ocenia. Narracja jest tu przerażająco i chłodno obiektywna. Tak chłodna, że przeszywa do szpiku kości. Sam jednak fakt, że te historie zostały opisanie, świadczą o głębokim współczuciu autora, o chęci zwrócenia uwagi, że takie historie się dzieją, a my przechodzimy obojętnie, bo mnie to nie dotyczy.  

"Żyję w prawdzie. A prawda jest taka, ze nasze małżeństwo, nigdy nie zaistniało. Nie ma go. Tak naucza Kościół. Dziecko nie jest żadnym dowodem potwierdzającym małżeństwo. Ślub? Co co za przysięga w kłamstwie? Jak ja się dałem nabrać? Przysięgała, że jej życie należy do mnie, a nie należało nawet minutę. Podarowałem jej swoje, nie chciała go ani na moment." 

 
recenzja też u mnie Zapraszam!

piątek, 16 września 2011

Moj pierwszy Tochman



Reportaze Wojciecha Tochmana czytalam mniej wiecej regularnie w Gazecie Wyborczej, piszac jednoczesnie prace magisterska "z reportazu". Wtedy tez znalazlam w katowickiej ksiegarni z tanimi ksiazkami zbior jego starych reportazy (czesciowo tych samych co w Gazecie) i od razu kupilam. Przeczytalam i wykorzystalam we spomnianej magisterce. Odlozylam na polke i zapomnialam.

Pakujac ksiazki przed wyjazdem do Niemiec, spakowalam i ja :) Wyzwanie czytelnicze "Reporterskim okiem" i ostatnio przeczytani "Reporterzy bez fikcji" sklonily mnie do powtornej lektury...

11 reportazy-opowiesci o ludziach, ktorzy cierpia. Wszyscy cos lub kogos stracili, przezyli lub wciaz przezywaja tragedie. A Tochman jak nikt inny potrafi pisac o cierpieniu...


Dalszy ciag na moim blogu. Zapraszam!