Pokazywanie postów oznaczonych etykietą the_book. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą the_book. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 grudnia 2011

„Z miłości do drogi”


[źródło]

Ted Conover „Szlaki człowieka. Podróże drogami świata”

Ted Conover za motto swojej książki „Szlaki człowieka. Podróże drogami świata” uczynił słowa J.B. Jacksona „Zobaczyłem to, jak droga zmienia nie tylko to, jak ludzie podróżują, ale także jak myślą”. Droga w mniemaniu amerykańskiego reportera to jeden z najbardziej praktycznych i przełomowych wynalazków ludzkości. Droga, która wspomaga rozwój, która stanowi punkt zwrotny w rozwoju cywilizacyjnym danego społeczeństwa. Droga, która jest źródłem kulturalnego novum, ale też w końcu elementem, który stanowi zagrożenie.
Ambiwalentny wymiar szlaku autor tłumaczy na przykładzie starożytnego Rzymu. Tam droga pozwalała kontrolować całe cesarstwo, stanowiła o jego sile i potędze. Tam również, ta sama droga stała się przyczyną dosyć łatwego zwycięstwa plemion barbarzyńskich nad osłabionym imperium. Dziś, gdy szlaki z brukowanych zmieniły się na asfaltowe superszybkie autostrady ich dwoistość pozostaje jednakże niezmienna. Dobra jakościowa droga, cała sieć dróg świadczy gospodarce i ekonomii danego państwa. Bogate społeczeństwo stać na ich remonty i utrzymanie, ale również na ciągłe ich poszerzanie i wydłużanie. Ale nawet takie szlaki, podobnie jak te dziurawe i połatane, niosą za sobą zagrożenie (z tym wyjątkiem, że w przypadku tych pierwszych zagrożenie może dotrzeć o wiele, wiele szybciej).


Zapraszam do lektury całości recenzji na moim blogu >>TUTAJ

środa, 12 października 2011

Matka Boska Nowojorska

[źródło]



Martin Pollock "Cesarz Ameryki. Wielka ucieczka z Galicji"


Na jednym z obrazków widać port w jakimś dużym mieście, dokąd zawijają statki z Europy. W tle rysują się wielkie domy, a na pierwszym planie wyrasta z wody wysoka na kilka pięter, olbrzymia postać kobiety, na głowię ma koronę z promieni, a w wyciągniętej ku niebu ręce – pochodnię. To święta Maria, matka Boża i królowa Polski, opowiadają łatwowiernym chłopom agenci, wita w ten sposób ukochanych Polaków (i oczywiście Rusinów), z otwartymi ramionami i zapraszającym uśmiechem.”
***
Stany Zjednoczone i Kanada - ziemia obiecana emigrantów z Europy Wschodniej. Niezależnie czy mówimy o XIX, XX, czy nawet o obecnym stuleciu. Kraina mlekiem i miodem płynąca, gdzie dolary i złoto leżą na ulicy. Wystarczy tylko wyciągnąć rękę.... Baśnie i legendy przekazywane z ust do ust. Niemożliwe do weryfikacji podczas pierwszego wielkiego exodusu, który miał miejsce pod koniec dziewiętnastego wieku, ciągle żywe dziś – nieoceniona w tym rola przemysłu filmowego, gdzie spełnia się wielki amerykański sen „od pucybuta do milionera”. Martin Pollack w swojej najnowszej książce „Cesarz Ameryki” skupia się przede wszystkim na wielkiej emigracji ludności z terenów Galicji pod koniec XIX wieku. Zjawisko – niespotykane nigdy na tak dużą skalę, którego przyczyn możemy doszukiwać się przede wszystkim w prześladowaniach i biedzie mieszkańców tamtejszych terenów. Dla wielu pokoleń Polaków, Rusinów, Żydów, Słowaków którzy zdecydowali się na podróż do Ameryki ponosząc przy tym olbrzymi koszt – zarówno materialny jak i zdrowotny – marzenie o krainie szczęśliwej zakończyło się gorzkim rozczarowanie. Tylko nieliczni wygrali tę nierówną batalię. Mimo to mit o wspaniałym, zamorskim państwie poruszał wyobraźnie tysięcy, którzy z uporem walczyli o miejsce na statku, który popłynie wprost do ziem zarządzanych przez Cesarza Ameryki.

Zapraszam do lektury całości recenzji na moim blogu >>TUTAJ

czwartek, 6 października 2011

„Śpiąca ziemia”

[źródło]

"Dobranoc, panie Lenin!" Tiziano Terzani
W pracy reportera wiele zależy od „szczęścia”. Trafniej – przypadku, który niewątpliwie stanowi kluczową zmienną w zawodzie dziennikarza. Do Tiziano Terzaniego w nocy z 18 na 19 sierpnia 1991 dociera informacja o puczu moskiewskim. Szalenie istotne wydarzenie, które stanowi kolejny ważny krok w kierunku ostatecznego rozpadu imperium ZSRR. Włoski publicysta w tym szczególnym dniu znajduje się na statku Propagandist, na pokładzie którego odbywa podróż po rzece Amur. Reporter musi podjąć decyzje: czy pojechać Moskwy, która jest niewątpliwie, w tamtym czasie epicentrum wydarzeń, czy może kontynuować wyprawę po syberyjskiej rzece. Druga składowa zawodu reportera – decyzyjność. Autor książki „Dobranoc, panie Lenin!” postanawia wybrać zgoła odmienną alternatywę – podróżując po byłych już republikach ZSRR, które właśnie odzyskują niepodległość, będąc w trakcie politycznej transformacji tj.: Armenia, Azerbejdżan, Gruzja, Kirgistan, Kazachstan, Tadżykistan, Turkmenistan, Uzbekistan Terzani postanawia „rozgryźć” dogorywające imperium z perspektywy zwykłego obywatela, wsłuchać się w opowieści pojedynczych osób. Korespondentowi Der Spigiel udało się zatem połączyć wspomniany wcześniej „fart” z  instynktem rasowego dziennikarza, oddając tym samym w ręce czytelnika bardzo dobry, rzetelny i nietuzinkowy tekst...

Zapraszam do lektury całości recenzji >>TUTAJ 

wtorek, 20 września 2011

Chińska Republika Ludowa raz jeszcze…


"Raz na kilkaset lat" Krzysztof Bielecki

„Raz na kilkaset lat” to literacka relacja Krzysztofa Bieleckiego z trzytygodniowej, spontanicznej wprawy do Chin. Już po opisie na okładce możemy wywnioskować, że nie mamy do czynienia z tradycyjną relacją z podróży (oczywiście w jak najszerszym kontekście), lecz opisem wyprawy na tak zwanym „spontanie” – od jednej do drugiej kawiarenki internetowej. Autor podczas tej „niezwykłej” podróży pisał bowiem bloga, którego postanowił wydrukować i wydać własnym sumptem. Dla miłośników nowinek technologicznych, w publikacji znalazły się również fotokody, które po odczytaniu (odkodowaniu) ukazują fragmenty książki. Wiele innowacji, lecz kosztem jakości. Tekst zasadniczo nie wzbogaca w żaden sposób literatury gatunku (czy to w formie tradycyjnej, czy też innowacyjnej). Stylistycznie i merytorycznie tekst jest bardzo słaby. Rozumiem pewne zamierzenie autora, aby pozostawić zapiski w jak najbardziej pierwotnej formie publikowanej na blogu, lecz nie rozumiem w takim razie sensu wydruku. I dlatego niestety uważam że to wydawnictwo nie wnosi żadnej wartości dla przyszłych podróżników, czy też czytelników.

Zapraszam do lektury całości recenzji >>TUTAJ 

sobota, 17 września 2011

Ćwiczenia z pamięci historycznej



[źródło]
„Pochówek dla rezuna” Paweł Smoleński


Banalne jest stwierdzenie, że II Wojna Światowa trwała od 1939 do 1945 roku. Historia XX wieku obudziła najgorsze z demonów ludzkości – ekstremalne ideologie, których ofiary ponosiły najczęściej cywile, jednostki – wiele lat przed i po wojnie. Demony fanatyzmu wszelkiej maści, miały w tym tragicznym czasie bardzo dobre notowania. Prawie każda rodzina europejska (szczególnie ze wschodniej części kontynentu) nosi piętno tamtych wydarzeń – ofiary i aresztowani wśród bliskich, straty moralnie i materialne. Pamięć o tamtych wydarzeniach to szalenie istotna sprawa – pamięć jako świadectwo tragedii. Lecz na obrzeżach tej pierwszej istnieje również druga forma pamięci, która nie pozwala wybaczyć i którą Ryszard Kapuściński w przedmowie książki Smoleńskiego określa mianem nieruchomej, martwej skamieliny. Czas historyczny, w relacjach polsko – ukraińskich to statyczny twór, którego początku można dopatrywać się w ludobójstwie wołyńskimi i wyniszczającej Akcji „Wisła”. Książka Pawła Smoleńskiego to próba uchwycenia i opisania niezwykle trudnych stosunków tych dwóch narodowości, w których pamięć o tragedii sprzed ponad pół wieku jest ciągle żywa.

Zapraszam do lektury całości recenzji >>TUTAJ

niedziela, 28 sierpnia 2011

W zachwycie. Bobkowski - książki, rower i koty



Andrzej Bobkowski „Z dziennika podróży”

Moje pierwsze zapoznawcze spotkanie z Andrzejem Bobkowskim. Nieśmiało witam się z autorem książką „Z dziennika podróży” i całą siła woli próbuję nie popaść w egzaltację i histerię. Lecz  nic to. Niczym pensjonarka w obecności swojego idola, posowieję i pożeram każdą stronniczkę, każde słowo, każdy przecinek z wielką zachłannością. A przecież to jeszcze nie „Szkice piórkiem” – to dopiero początek naszej znajomości. Reasumując: czas czytania „Z dziennika podróży”– 2 godziny.

Podstawowe zasady dobrego wychowania mówią, że nie należy być nachalnym w stosunku do nowo poznanych osób. Nie należy. Dlatego nie poruszę w tej recenzji/szkicu spraw i  problemów najistotniejszych dla twórczości literackiej Bobkowskiego. Danie główne zostanie podane w kontekście „Szkiców piórkiem”, których lekturę przewiduję niedługo (zaraz!) a tymczasem słów kilka o książce „Z dziennika podróży”.

Zapraszam do lektury całości recenzji >>TUTAJ

środa, 10 sierpnia 2011

Polska dla średnio zaawansowanych




„Zapytaj jeża i inne historie. 13 reportaży” Tomasz Słomczyński

Na obrzeżach głównego nurtu polskiego reportażu związanego ściśle ze środowiskiem „Gazety Wyborczej” pojawiło się nowe, obiecujące nazwisko - Słomczyński. Dziennikarz związany zawodowo z „Polska Dziennik Bałtycki” pokazał, że można robić bardzo dobre dziennikarstwo również na stronach lokalnych gazet.

„Zapytaj jeża i inne historie” to zbiór 13 reportaży poświeconych Polsce współczesnej.

Całość recenzji - zapraszam na moją stronę >>TUTAJ

czwartek, 28 lipca 2011

Dorosnąć w/do podróży


Paul Theroux „Wielki bazar kolejowy. Pociągiem przez Azję”

Paul Theroux w roku 1973 wybrał się w podróż pociągiem przez Azję. Celem jego podróży nie było jednak określone miejsce, ale sam fakt przemieszczania się oraz sposób w jaki się to robi. Orient Express, kolej transsyberyjska - słowa magiczne, słowa wytrychy, które uruchamiają wyobraźnię każdego podróżnika w tym również Therouxa. Propozycja wydawcy, mierny poziom literatury podróżniczej, chęć przeżycia przygody - to tylko niektóre czynniki, które zdecydowały o tym, że podróż  rozpoczęta w Londynie zakończyła się cztery miesiące później w tym samym mieście. Podróż, która miała być wielką przygodą, okraszoną barwnymi obrazkami i nietuzinkowymi dialogami z przygodnie spotkanymi współpasażerami, stała się niełatwą drogą do pełnej świadomości sensu i istoty peregrynacji. Drogą niełatwą, lecz satysfakcjonującą i co ważne w kontekście czytelnika – szalenie interesującą...

Całość recenzji - zapraszam na moją stronę >>TUTAJ

niedziela, 26 czerwca 2011

Raz, dwa, trzy, giniesz ty!


„Lekcje Chińskiego. Dzieci rewolucji kulturowej i dzisiejsze Chiny” John Pomfret

„Lekcje chińskiego” Johna Pomfreta stanowią  próbę opisania i zrozumienia najnowszej, niełatwej historii Chin. Próbę tym ciekawszą, iż przedstawioną z perspektywy uczestnika przemian i wydarzeń kluczowych dla Państwa Środka ostatnich trzydziestu lat.

Na mocy porozumień amerykańsko-chińskich oraz stopniowego ocieplenia stosunków na linii tych dwóch mocarstw, Pamfret  jako jeden z pierwszych i nielicznych osób amerykańskiego pochodzenia, miał szansę studiować na Uniwersytecie Nankińskim w latach 80. Upór i pasja sprawiły, że trafił do totalnie innego świata okaleczonego kolejnymi, destrukcyjnymi eksperymentami Mao i jego popleczników. Straszliwe w skutkach reformy (wielki skok, rewolucja kulturowa)  pochłaniające miliony istnień ludzkich, na zawsze naznaczyły akademickich współtowarzyszy autora. Praca Pomfreta jest próbą pokazania, właśnie przez pryzmat chińskich przyjaciół, miażdżącej siły historii, która bezwzględna i okrutna nie oszczędziła w tym komunistycznym kraju nikogo.

Całość recenzji >>TUTAJ

sobota, 11 czerwca 2011

Witaj Bombaju! Wykrzycz swoje życie!



„Maximum City Bombaj” Suketu Mehta

„W nagiej dziewczynie jest osiem milionów opowieści”[1] pisze Suketu Mehta określając kobiety mieszkające w bombajskich dzielnicach czerwonych latarń. Współuczestniczki święta industrializmu. Najbardziej oddane słuchaczki głosu (wielogłosu) miasta. Jednakże nie tylko one noszą w sobie historie, fakty, marzenia. Bombaj lub trafniej Mumbaj[2], gdzie liczba obywateli obecnie sięga około 17 mln, cały stworzony jest z opowieści. I tylko odważny i szalony człowiek (czytelnik) zdecyduje się na dokładne określenie ich ilości. Tekst Suketu Mehta jest kolejną, być może milionową historią tego miejsca, lecz historią nad wyraz ważną i interesującą. Subiektywną do granic możliwości wizją. Wizją w której nienawiść i miłość, złość i poświęcenie przenikają się i koegzystują.

Zapraszam do lektury całości recenzji >>TUTAJ


[1] Wszystkie cytaty jak i fraza w tytule recenzji „Wykrzycz swoje życie” z: S. Mehta, Maximum City Bombaj, Wydawnictwo NAMAS, Poznań 2011.
[2] Nazwa Mumbaj jest nazwą indyjską. Bombaj jest nazwą nieaktualną, funkcjonującą w polskim nazewnictwie. W niniejszej recenzji będę stosować te nazwy wymiennie.

sobota, 28 maja 2011

Proszę Państwa będzie wietrznie! "81:1. Opowieści z Wysp Owczych" Marcin Michalski, Maciej Wasielewski


 "81:1. Opowieści z Wysp Owczych" Marcin Michalski, Maciej Wasielewski

Wiatr. Wiaterek. Wietrzyk. Podmuch. Zefir. Zefirek. Bryza. Powiew. W języku polskim istnieje niewiele  słów opisujących to mało komfortowe zjawisko atmosferyczne. I dobrze. To bowiem oznacza, że mamy to szczęście, iż żyjemy w regionie mało wietrznym. Na Wyspach Owczych określeń tych jest około 350. Drugie zaszczytne miejsce zajmuje deszcz. Słów synonimicznych względem opadu jest szacunkowo 250. Autorzy książki Marcin Michalski i Maciej Wasielewski zapraszają nas zatem do krainy niezwykłej, nie tylko ze względu na pogodę (może trafniej niepogodę), do miejsca dziewiczego, nieskalanego komercyjną turystyką, gdzie wśród 50 000 mieszkańców wysp rankingi popularności wygrywa właśnie witryna stacji meteorologicznej. Miejsce niewątpliwie warte poznania! Zatem po peleryny i to biegiem, bowiem drodzy Czytelnicy jedziemy na „Owce”.

Całość recenzji >> TUTAJ 

Zapraszam :)


niedziela, 15 maja 2011

Kolor: czerwień. Zapach: czerwień


 „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” Swietłana Aleksijewicz

Recenzji tej książki nie powinno być. Czytając publikacje Aleksijewicz trudno nie oprzeć się wrażeniu, że interpretacja „Wojny…” to nadbudowa, która zaciera pierwotne znaczenie Świadectw, samego tekstu. Przy tym wydawnictwie można wyraźnie poczuć, że zrecenzować tekst Białorusinki to nic innego jak nieudolna próba przekładu tego co znalazło się w książce. Powinnam pozwolić mówić samym bohaterkom – żołnierkom (jak to słowo absurdalnie brzmi w formie żeńskiej!) tak jak w przeważającej części tekstu zrobiła to sama autorka. To by wystarczyło. Wystarczyło, aż nadto żeby spróbować zrozumieć istotę i sens cierpienia. (Bez)sensu wojny!
***

Wojny powinno się opisywać fizjologią, wtedy nie byłoby powtórek z historii. Odcięte kończyny, odmrożenia, sczerniałe policzki, wypadające włosy, zęby, paznokcie… Wojny by nie było, jestem przekonana.

Zapraszam do przeczytania całej recenzji  >>TUTAJ

czwartek, 5 maja 2011

Granica (nie)zrozumienia


"Obwód głowy" Włodzimierz Nowak

Jedną z najbardziej wyrazistych i ważnych scen z filmu Agnieszki Holland „Europa, Europa” jest ta w której główny bohater Sally, chłopak żydowskiego pochodzenia, trafia do niemieckiej szkoły Hitlerjugend i zostaje uznany za rasowego i idealnego aryjczyka ponieważ posiada „perfekcyjne” proporcje ciała, w tym również podręcznikowy obwód głowy. Lekcja anatomii w nazistowskim wydaniu. Ten jeden mały, ale szalenie ważny epizod wyjaśnia i demaskuje absurd hitlerowskich założeń co do czystości rasy. Założeń opartych na fałszywych przesłankach. Trafniej kulturalna norma, determinująca istnienie (precyzyjniej miliony istnień). Podobnie jak stosunki polsko-niemieckie, pełne przesądów i niezrozumienia. Okraszone „zła historią”. Gdzie nadrzędnym czynnikiem określającym wzajemne relacje okazują się konflikty i krzywdy, wzajemna nieufność, szczególnie tragizm nazizmu. Graniczne tak blisko, mentalnie setki kilometrów dystansu. Dystansu, który próbuje zrozumieć i opisać Włodzimierz Nowak w  książce „Obwód głowy”.

Zapraszam do lektury całej recenzji >>TUTAJ

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Przypowieść o trwaniu


"Jakbyś kamień jadła" Wojciech Tochman


Książka Tochmana „Jakbyś kamień jadła” to opowieść, która rozpoczyna się w momencie, gdy wojna w Bośni i Hercegowinie została zakończona. To zaproszenie to kraju zniszczonego wojną. To obraz ludzi których wojna naznaczyła. Na zawsze- śmiercią i, co gorsza, pamięcią.

 Całość recenzji TUTAJ

sobota, 2 kwietnia 2011

(Nie)recenzja książki „Reporterzy bez fikcji” Agnieszki Wójcińskiej


"Reporterzy bez fikcji" Agnieszka Wójcińska

Pisanie to cholernie ciężka, fizyczna praca. Dowód – zabieram się do pisania tej recenzji już po raz piąty. Wzdycham, kombinuję i nijak nie widać chociażby zaczątków "czegoś". Lecz moje kłopoty z materią tekstu/słowa nijak się mają do problemów reporterów. Bo ja pracuję na materii wymagającej ewentualnie kubka gorącej herbaty/kawy i chwili wolnego czasu, tudzież tabliczki czekolady, oni natomiast pracują z człowiekiem. Różnica wymagań nie podlega dyskusji. Zatem piszę!


„Reporterzy bez fikcji” to wielka gratka dla miłośników polskiej literatury faktu. Zbiór kilkunastu wywiadów z gwiazdami reportażu to niezwykle interesuj tekst o tym jak reportaż „się robi”...

Całość tekstu TUTAJ

niedziela, 20 marca 2011

„Uśmiech Pol Pota” Peter Fröberg Idling. Reportaż rewizjonistyczny





Napisać obiektywny, nie osadzony w żadnym kontekście (wychowania, układów politycznych etc.) reportaż, stanowiący uniwersalny i rzetelny przekaz –niespełnione marzenie każdego reportera. Napisać tekst ocierający się chociażby o wyżej wymienione cechy – już lepiej. Cel bardziej realistycznie. Koszmar dziennikarza – być przyłapanym na kłamstwie, nieudolności trafnej oceny informacji – najgorsza z możliwych opcji. Zapraszam zatem do lektury „Uśmiech Pol Pota”.


Całość recenzji >>TUTAJ

poniedziałek, 7 marca 2011

Wypełnić lukę po Kapuścińskim. Wojciech Tochman „Bóg zapłać”



Czytając reportaże, zawsze poszukuję jednego: stylu i języka Kapuścińskiego. Jest to moje subiektywne, egoistyczne i co chyba najważniejsze w pełni świadome podejście do autorów z kręgu literatury faktu. Oczekuję, od przedstawicieli tego gatunku: jasnych, precyzyjnych, „dynamicznych” zdań, niebagatelnego, pięknego języka, obiektywizmu (o ironio!), a co najważniejsze, niemego współuczestnictwa w danym wydarzeniu, współodczuwania. Myślałam, że trudno będzie sprostać wyżej wymienionym wymaganiom, lecz oto na horyzoncie moich literackich poszukiwań pojawił się Wojciech Tochman. Czapki z głów proszę Państwa!

Pozostał część recenzji  >>TUTAJ

sobota, 26 lutego 2011

(Nie)zapomniany Wańkowicz oraz fikcja w reportażu, czyli słów kilka o książce Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm


Aleksandra Ziółkowska - Boehm "Na tropach Wańkowicza po latach"

Melchior Wańkowicz to ojciec i mistrz polskiego reportażu. Każdy, niezależnie od pozycji społecznej, stanu posiadania, pochodzenia, znał nazwisko autora „Tworzywa”. Wańkowicz osiągnął to, co udało się nielicznym – zyskał uznanie zarówno wśród czytelników jak i krytyków. Jego książki przepisywane, wyciągane „spod lady” były cennym nabytkiem, dobrem, czytelniczym rarytasem. Celowo używam czasu przeszłego, bowiem wydaje się, że o Wańkowiczu, ostatnimi czasy, literacki (trafniej – czytelniczy) świat zapomniał. Na wiele lat, pisarz, zniknął z półek księgarń, z listy lektur szkolnych. Jego dzieła nie były wznawiane, czas rozliczeń po 1989 również nie sprzyjał popularności reportera. Niejasne przyczyny powrotu do Polski w 1962, możliwość wydawania, w jakże dużych nakładach, tworzyły wokół autora aurę tajemniczości i podejrzeń.
Lecz czy tylko hipotezy o rzekomej współpracy są przyczyna „nie czytania” Wańkowicza dziś? Zresztą, kto teraz o tym pamięta. Być może problem leży w samym pisarstwie autora? Języku reportera? Tematyce?! Dlaczego tak fascynująca postać jaką był Wańkowicz ginie w mrokach przeszłości? Czy autor „Karafki La Fontaine'a” nie odpowiada gustom współczesnego czytelnika i fascynuje dziś tylko pasjonatów jego prozy? Dlaczego nie promuje się nazwiska autora? Jaki dziś jawi się nam ten wybitny pisarz, którego wielu ceni, wielu oddaje hołd, lecz nikt nie czyta? W poszukiwaniu odpowiedzi, na te jakże liczne pytania, o twórczość i życie Melchiora Wańkowicza może pomóc nam – czytelnikom, pasjonująca i poruszająca książka Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm „Na tropach Wańkowicza po latach”...

Całość tekstu: >>TUTAJ

czwartek, 10 lutego 2011

Ciąg dalszy nastąpił. Busz po polsku 30 lat później


    "20 lat nowej Polski w reportażach według Mariusza Szczygła" pod. red. M. Szczygła

Zaznaczyć należy na początku – nie o Kapuścińskim będzie tu mowa. Lecz o tym, co  lub trafniej, kto po nim pozostał. Takie nazwiska jak chociażby Szczygieł, Hugo-Bader, Ostałowska, Tochman, Smoleński, Szabłowski tworzą współczesną konstelacje wybitnych polskich reporterów i udowadniają, że lekcje zadane im przez autora „Cesarza”, ale również Kąkolewskiego i Krall[1] zostały należycie odrobione. Na tyle dobrze, że książka "20 lat nowej Polski w reportażach według Mariusza Szczygła", to zbiór prawdziwych pereł gatunku. Stanowiący jednocześnie doskonały obraz tego co przez 20 lat istnienia III Rzeczypospolitej (lub jak niektórzy by chcieli IV RP) kształtowało sumienia i wyobraźnie obywateli kraju nad Wisłą.

Całość recenzji: TUTAJ

[1] „Polska szkoła reportażu – jak mawiają reporterzy  - to trzy razy K: Kapuściński, Kąkolewski, Krall. Dlaczego kobieta jest ostatnia na tej liście? Bo tak lepiej brzmi rytm zdania – powie każdy reporter”.  20 lat nowej Polski w reportażach według Mariusza Szczygła, pod. red. M. Szczygła, Wołowiec 2009, s. 43.

wtorek, 25 stycznia 2011

"Zaginione miasto Z" David Grann


Proszę Państwa,  oto słów kilka o historii szaleństwa….

W roku 1925 angielski pułkownik Percy Fawcett wyrusza na poszukiwanie mitycznego Eldorado – złotej krainy. Udaje się w głąb amazońskiej dżungli wraz synem i jego kolegą, po to by udowodnić niedowiarkom, sceptykom, że mityczne miasto istnieje... 

Całość recenzji >>TUTAJ