wtorek, 15 marca 2011

Warszawa kryminalna




"Warszawa kryminalna" to zbiór reportaży sądowych z najbardziej znanych procesów ostatniego dziesięciolecia. Wszystko to ma tworzyć swoistą panoramę charakterystycznych stołecznych przestępstw, piszę to na wypadek gdyby ktoś nie zauważył morderczych zamiarów Syrenki na okładce i ociekających krwią aktów sądowych.

c.d.
Smietanka literacka

poniedziałek, 14 marca 2011

Ryszard Kapuściński "Cesarz"

Któż z Was nie czytał Kapuścińskiego? Chyba nie znajdę czytelnika, który nie spotkał się nigdy z twórczością jednego z najwybitniejszych autorów literatury faktu. Od dziś ja także dołączam do grona szczęśliwców, którym się to udało. I z całkowitym przekonaniem stwierdzam - było ciężko, ale WARTO BYŁO!


Moje wrażenia po przeczytanej lekturze możecie odnaleźć TUTAJ. 

pozdrawiam!
    Paideia

niedziela, 13 marca 2011

Krótki wypad do Peru


W ramach wyzwania Reproterskim Okiem, a także dzięki znajomym paniom - dla których przynoszę książki z biblioteki, a które z powieści obyczajowych postanowiły przerzucić się na lektury podróżnicze - moja biblioteczka wzbogaciła się o kilka tomików reporterskich. Wśród nowości znalazła się „Blondynka w Peru” Beaty Pawlikowskiej. Książeczka jest niewielkich rozmiarów i zawiera zapiski z podróży dziennikarki i podróżniczki do kraju Inków.

Zapewne z uwagi na rozmiar w książce nie ma zbyt wiele faktów dotyczących współczesnego Peru. Niewiele można także dowiedzieć się o tym, jak żyją współcześni mieszkańcy tego andyjskiego kraju. Jest za to wiele ciekawostek, całkiem zgrabnie opisanych, które z Peru się łączą. 
 
Więcej o książce na moim blogu.

"Córka polarnika. Zapiski z krańca świata" Kari Herbert


W dobie internetu, komputerów, telewizji i wszelkiego rodzaju gadżetów potrzebnych nam do szczęścia, mówiąc ogólnie, nie wyobrazilibyśmy sobie życia na bezkresnym mroźnym pustkowiu Grenlandii, gdzie jedyną rozrywką, jest zabawa ze szczeniakami husky a o słodyczach, pizzy, piwie, komfortowej toalecie i wygodnym łóżku możemy tylko pomarzyć.

Zadowolilibyśmy się tłuszczem wieloryba bogatym w witaminę C, mięsem morsa bądź foki?

Więcej na blogu

wtorek, 8 marca 2011

Walizka - naprawdę duży bagaż

Nie jest łatwo pisać o cierpieniu i śmierci, tak żeby nie spłycić tematu ani nie popaść w patetyzm. Śmierć przedstawiona przez kulturę popularną najczęściej jest schematyczna. W wielu filmach i grach trupy ścielą się gęsto, ale właściwie nic za tym nie idzie. Nie ma przeżyć ludzkich w realnym, prawdziwym wymiarze. Jest to o tyle dziwne, że nie są to sprawy, które dotykają tylko wybranych. Jednak - to prawda - temat jest trudny, delikatny i drażliwy. Większość ludzi przed nim ucieka, jakby w obawie, że przez samo obcowanie może część tego ciężaru przejąć na siebie.

Tym razem reporterskim okiem patrzymy nie na obce strony czy kultury, ale na ludzi żyjących obok nas. Z tematem cierpienia zmierzył się Szymon Hołownia. Rozmawiał zarówno z osobami, które otarły się o śmierć, cierpiały same lub towarzyszyły w cierpieniu swoim bliskim, jak i z lekarzami, którzy ratują, towarzyszą, pomagają. Rozmowy z lat 2005-2008 zawarł w tomie „Ludzie na walizkach”. Do książki wybrano wywiady z osobami, których bagaż doświadczeń jest naprawdę duży (nie mała torebka, ale wielkie – tytułowe – walizy). Nic dziwnego, że naznaczyły one całe życie bohaterów.

Zapraszam do przeczytania recenzji na mój blog.

poniedziałek, 7 marca 2011

Wypełnić lukę po Kapuścińskim. Wojciech Tochman „Bóg zapłać”



Czytając reportaże, zawsze poszukuję jednego: stylu i języka Kapuścińskiego. Jest to moje subiektywne, egoistyczne i co chyba najważniejsze w pełni świadome podejście do autorów z kręgu literatury faktu. Oczekuję, od przedstawicieli tego gatunku: jasnych, precyzyjnych, „dynamicznych” zdań, niebagatelnego, pięknego języka, obiektywizmu (o ironio!), a co najważniejsze, niemego współuczestnictwa w danym wydarzeniu, współodczuwania. Myślałam, że trudno będzie sprostać wyżej wymienionym wymaganiom, lecz oto na horyzoncie moich literackich poszukiwań pojawił się Wojciech Tochman. Czapki z głów proszę Państwa!

Pozostał część recenzji  >>TUTAJ

niedziela, 6 marca 2011

"W 80 dni dookoła świata (nie wyjeżdżając z Londynu)" Jarek Sępek


Jarek Sępek, polski dziennikarz, prawie 2metrowy blondyn w towarzystwie niebieskiej reklamówki i biletu miesięcznego na metro, notesu i dyktafonu udaje się w podróż dookoła świata. Nietypowa to podróż, albowiem śladami angielskiego dżentelmena Fileasa Fogga (postaci stworzonej przez Julisza Verne’a, która 136 lat temu założyła się o 20 tysięcy funtów że okrąży świat w 80 dni). Jakimi to śladami Fogga może udać się polski dziennikarz z małą reklamówką i jedynie kilkoma rzeczami? To podróż w 80 dni, w 80 języków, dookoła świata, ale… nie wyjeżdżając z Londynu. Można tak? Oczywiście.

Ciąg dalszy na moim blogu

sobota, 26 lutego 2011

Peter Fröberg Idling - Uśmiech Pol Pota (O pewnej szwedzkiej podróży przez Kambodżę Czerwonych Khmerów)


Wydawnictwo: Czarne, 2010
Pierwsze wydanie: Pol Pots leende : Om en svensk resa genom röda khmerernas Kambodja, 2006
Stron: 293
Tłumacz: Mariusz Kalinowski

Ocena: 5/6

Spotykam się najczęściej z reportażami, których autorzy starają się być gdzieś poza tekstem, oni są tylko narzędziami do przekazania nam pewnych wydarzeń, do opisu społeczności lub/i danego miejsca. Idling potraktował ten gatunek znacznie szerzej i napisał książkę osobistą, a wszystko czego doświadczył, co przeczytał lub o czym się dowiedział od innych przefiltrował przez siebie, przez swoją wrażliwość, swoje spojrzenie.

Uśmiech Pol Pota jako główny wątek przyjęło odniesienie się do wizyty szwedzkiej delegacji z 1978 w Kampuczy. Poza tym opowiada o Kambodży przed rządami Czerwonych Khmerów, o jej losach potem i współcześnie. O samym Pol Pocie i innych ludziach reżimu. O podróży autora do tego kraju. Nie chciałabym zamykać moich spostrzeżeń do banalnego "to straszne co zrobiono z tym krajem" itp., w związku z tym napiszę o mojej osobistej refleksji w trakcie lektury, która okazała się też - wraz z odwróceniem ostatnich stron - refleksją Idlinga.

cd. u mnie --> Mikropolis

(Nie)zapomniany Wańkowicz oraz fikcja w reportażu, czyli słów kilka o książce Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm


Aleksandra Ziółkowska - Boehm "Na tropach Wańkowicza po latach"

Melchior Wańkowicz to ojciec i mistrz polskiego reportażu. Każdy, niezależnie od pozycji społecznej, stanu posiadania, pochodzenia, znał nazwisko autora „Tworzywa”. Wańkowicz osiągnął to, co udało się nielicznym – zyskał uznanie zarówno wśród czytelników jak i krytyków. Jego książki przepisywane, wyciągane „spod lady” były cennym nabytkiem, dobrem, czytelniczym rarytasem. Celowo używam czasu przeszłego, bowiem wydaje się, że o Wańkowiczu, ostatnimi czasy, literacki (trafniej – czytelniczy) świat zapomniał. Na wiele lat, pisarz, zniknął z półek księgarń, z listy lektur szkolnych. Jego dzieła nie były wznawiane, czas rozliczeń po 1989 również nie sprzyjał popularności reportera. Niejasne przyczyny powrotu do Polski w 1962, możliwość wydawania, w jakże dużych nakładach, tworzyły wokół autora aurę tajemniczości i podejrzeń.
Lecz czy tylko hipotezy o rzekomej współpracy są przyczyna „nie czytania” Wańkowicza dziś? Zresztą, kto teraz o tym pamięta. Być może problem leży w samym pisarstwie autora? Języku reportera? Tematyce?! Dlaczego tak fascynująca postać jaką był Wańkowicz ginie w mrokach przeszłości? Czy autor „Karafki La Fontaine'a” nie odpowiada gustom współczesnego czytelnika i fascynuje dziś tylko pasjonatów jego prozy? Dlaczego nie promuje się nazwiska autora? Jaki dziś jawi się nam ten wybitny pisarz, którego wielu ceni, wielu oddaje hołd, lecz nikt nie czyta? W poszukiwaniu odpowiedzi, na te jakże liczne pytania, o twórczość i życie Melchiora Wańkowicza może pomóc nam – czytelnikom, pasjonująca i poruszająca książka Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm „Na tropach Wańkowicza po latach”...

Całość tekstu: >>TUTAJ

piątek, 25 lutego 2011

Wszystkie drogi prowadzą do Addis

Zima znowu dała mi się we znaki. Śnieg i dotkliwy chłód sprawiają, że marznę nawet w fotelu czytając książkę. Jedyna możliwość, by nie czuć zimna, to wskoczyć pod kołdrę. Aż chciałoby się to wszystko przespać, obudzić na wiosnę, kiedy można normalnie działać. Niestety, nie mam organizmu misia, więc kurcząc się z zimna czytam o ciepłych krajach.

Dzięki przyjaciołom mam biblioteczkę zaopatrzoną w literaturę turystyczno-reportażową. Zaczęłam od „Etiopia. Ale Czat!” Martyny Wojciechowskiej, książki przepięknie wydanej.

Na recenzję tej książki zapraszam na mój blog.