Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 sierpnia 2012

Gunter Wallarff "Z nowego wspaniałego świata"



Günter Wallraff jest znanym niemieckim dziennikarzem, który zasłynął z uprawiania tzw. reportażu uczestniczącego, albo, jak kto woli- wcieleniowego.  Ta gałąź dziennikarstwa charakteryzuje się specyficznymi metodami researchingu. Reporter buduje swoją fikcyjną tożsamość, by mógł nierozpoznany wtopić się w środowisko, które jest przedmiotem eksploracji. W ten sposób zdobywa zaufanie i ma okazję zajrzeć pod podszewkę interesującego go zagadnienia.

Powiem szczerze, że mam ambiwalentny stosunek do tego typu metod. Po pierwsze powstaje pytanie- kto jest tak naprawdę bohaterem reportażu: reporter, czy postać, którą skonstruował? Czy nie jest to oszustwo względem innych osób, które dzielą się swoimi historiami? Czy dobry dziennikarz nie powinien używać innych środków, by ze swego bohatera wydobyć prawdę, albo ciekawą opowieść?

Wallraff jest efant terrible niemieckiego społeczeństwa. W książce „Z nowego wspaniałego świata", która ukazała się niedawno na polskim rynku, dziennikarz bada przede wszystkim niesprawiedliwość i łamanie praw człowieka w wielkich korporacyjnych firmach, w instytucjach państwowych oraz obnaża niemiecką ksenofobię i tendencje do faszyzmu.

Zapraszam na swojego bloga, gdzie dzielę się dalszymi wrażeniami

środa, 14 marca 2012

Zachować pamięć


Nie spodziewałam się takiej treści. Zanim sięgnęłam po książkę, przeczytałam, że jest reportażem o powojennych Niemczech, że pokazuje prawdę o pobitym narodzie. Jaką prawdę? Wstrząsającą.
Szwedzki korespondent opisuje stan społeczeństwa bezpośrednio po wojnie. Ludzi mieszkających w piwnicach, w wilgoci i brudzie, przymierających głodem. W zdewastowanym kraju, wśród ruin nie było żadnych warunków bytowych. Ludzi załamanych, którym "lepiej było za Hitlera". Tak po prostu. 
Zapraszam do przeczytania recenzji na Lectorium.

piątek, 3 lutego 2012

"Niemiecka jesień. Reportaż z podróży po Niemczech" Stig Dagerman

Wydawnictwo: Czarne
wydanie:  styczeń 2012
liczba stron: 112
wymiary: 125 x 195 mm
ISBN: 978-83-7536-344-9 


Szczerze... To nie wiem, co napisać. Dawno już nie czytałam takiej książki, która wywołałby u mnie takie ambiwalentne odczucia. 

Mamy tu krajobraz po bitwie. Jest rok 1946. Bura, deszczowa jesień. Miasta zrujnowane po nalotach. Wokoło tylko zgliszcza, walące się budynki. Ten świat składa się z głodujących górników, szarych kamienic o walących się fasadach, szarych ludzi z piwnic, pustych pólek w piekarniach, dzieci wychodzących na ulicę, aby zdobyć parę ziemniaków, umalowanych młodych dziewczyn oddających swoje ciało za mydło i konserwy. Wszędzie widać przepełnione pociągi, przywożące ludzi ze wschodu, których nikt tu nie chciał. A dokoła panowało tylko rozgoryczenie, frustracja i brak nadziei. Tak wyglądały niemieckie miasta po przegranej wojnie, po alianckich nalotach. 

I tutaj pewnie ktoś powie: "dobrze im tak", "to sprawiedliwość dziejowa", "niech teraz cierpią", "niech głodują", "wywołali w końcu wojnę: rabowali, wywozili i gwałcili", "produkowali mydło na bazie ludzkiego tłuszczu"! No i w końcu czym są te ich straty w porównaniu ze stratami innych narodów. Berlin był zniszczony w około 50%, Warszawa - w 90%. Po tej niemieckiej jesieni, szybko nastąpiła u nich wiosna, rozkwit. W latach siedemdziesiątych XX wieku Niemcy były już potęgą gospodarczą. A w Polsce? Wiosny długo nie było widać. Rozkwitu gospodarki? - próżno szukać. A czy u nas nie było pustych półek, głodu, ruin i zgliszcz. Były i to większe! A czy ktoś dał wybór polskim kobietom, czy ktoś pytał ich o zdanie, gdy najpierw przyszli Niemcy, a potem Rosjanie. 
 
 Więcej u mnie

piątek, 13 stycznia 2012

"Berlin-Moskwa. Podróż na piechotę" Wolfgang Büscher





Pewnego dnia Büscher zakłada plecak i rusza z Berlina do Moskwy, przez Polskę i Białoruś. Nie jest to jednak książka z rodzaju blogowych relacji z podróży. Początkowo autor zaskakująco mało pisze o swoich przeżyciach jako wędrowiec na rzecz spostrzeżeń dotyczących mijanych miast i ich uwarunkowań historycznych. II wojna światowa odgrywa tu ogromną rolę. Büscher wciąż spotyka ludzi, którzy relacjonują mu swoje przeżycia z tego okresu, a wszystkie odwiedzane miejsca zdają się nosić piętno polsko-niemieckich stosunków. Część dotycząca Polski zresztą jest dość krótka. Najwięcej miejsca autor poświęca Białorusi – pod każdym względem zaskaującej. Büscher odwiedza zrujnowane miasteczka, których nikt nie remontuje, nocuje w urągających jakiemukolwiek smakowi hotelach, ciesząc się z dachu nad głowem i spotyka interesujące osoby.


Dalszy ciąg tutaj.

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Włodzimierz Nowak - Obwód głowy

Wydawnictwo: Czarne, 2007
Stron: 261

Ocena: 4,5/5


Dwanaście reportaży, wszystkie związane ze stosunkami polsko-niemieckimi oraz naszą wspólną, pokręconą historią. Cztery z nich są zupełnie wyjątkowe. Nie wiem czy wybitne, nie mniej jednak to one wstrząsają czytelnikiem i to je zapamiętam na lata. Reszta jest dobra, średnia lub zwyczajnie słaba, te za jakiś czas zapomnę. 

Właściwie nie jestem zwolenniczką zbioru reportaży, wolę jednorodny tekst, choćby pisany przez dłuższy okres czasu, opowiadający o jednym miejscu, o jednej sprawie czy sytuacji. W przeciwnym razie mam nieprzyjemne wrażenie skakanie po różnych okresach, porzucania co ciekawszych bohaterów, przeskoki z miejsca na miejsce. Misz-masz, który pozwala tylko na docenienie kilku rozdziałów-perełek, a nie o to mi chodzi, gdy zabieram się za ten gatunek. Zdaje mi się, że jak na razie tylko czytając Hugo-Badera i Zaremby, nie miałam tego uczucia czytania jakiegoś patchworku.

c.d u mnie --> Mikropolis
Zapraszam też do dyskusji o Obwodzie głowy na Porozmawiajmy o książkach !

niedziela, 28 sierpnia 2011

Obwód głowy


Włodzimierz Nowak
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2007
264 strony

Reportaż opowiadający o współczesności ma tę wadę, że szybko traci świeżość. Życie dopisuje dalszy scenariusz, ale czytelnik już go nie poznaje, choć wie, że nastąpił ciąg dalszy, że sprawy potoczyły się dalej: wyjaśniły, albo jeszcze bardziej zagmatwały, ale dla niego temat urwał się wraz z końcem reportażu, on już się nie dowie nie wie, jak się skończyło. I dlatego takie reportaże lubię czytać zaraz po ich napisaniu. Tym razem zrobiłam inaczej – za przyczyną kornwalii, która na blogu Porozmawiajmy o książkach zaproponowała dyskusję na temat tej właśnie książki, 
 
Na zbiór składa się 12 reportaży napisanych w latach 1999-2006. Łączy je tematyka – relacje polsko niemieckie w czasie i po II wojnie światowej. Jedne nawiązują do wspomnień z czasów wojny, inne opowiadają o ostatnich latach, o przemianach społecznych, o budowaniu rozwalonych przez wojnę kontaktów między sąsiadującymi regionami, miastami i ludźmi. I o ile w przypadku tych pierwszych nie ma właściwie znaczenia, że zostały napisane kilka, kilkanaście lat temu, o tyle z tymi drugimi czas nie zawsze obszedł się łaskawie, część z nich po prostu straciła na aktualności. Nie są już współczesne, ale jeszcze nie historyczne. Świeżo opublikowane opisywały istniejącą i dziejącą się właśnie rzeczywistość, były ciekawe, dawały obraz tego, co dzieje się tu i teraz, obok nas. Ale czytane po latach, gdy zmieniły się realia, gdy weszliśmy do UE, przystąpiliśmy do układu z Schengen, a stosunki gospodarcze zmieniają się z dnia na dzień z powodu kryzysu, aż proszą się o ciąg dalszy.  
Tak jest choćby z reportażami o nadgranicznych miastach Guben-Gubin (Brzegi coraz bliżej, rybka daleko), o polsko-niemieckiej uczelni Viadrina (Po togę za Odrę), czy o fabrykach Opla (Dwie minuty kontra trzy).
Dobre w większości i wciąż aktualne, warte czytania i dające do myślenia są reportaże historyczne: o masowych samobójstwach wśród cywilnej ludności niemieckiej, gdy nadciągali Rosjanie, widzianych oczami tych, którzy przeżyli (Noc w Wildenhagen), o żołnierzu niemieckim, który zdezerterował do polskiej partyzantki (Przygody dobrego wojaka Manfreda), o dzieciach, którym wojenne losy dały dwie matki (Serce majkino, serce cierkino i tytułowy Obwód głowy). I najbardziej dla mnie kontrowersyjny Mój warszawski szał o osiemnastoletnim Niemcu walczącym przeciw warszawskim powstańcom. One nie zestarzeją się chyba nigdy i choćby ze względu na nie warto zajrzeć do tego zbioru.
Więcej na moim blogu. Zapraszam.

czwartek, 25 sierpnia 2011

Obwód głowy - Włodzimierz Nowak

Sięgnąłem po lekturę zachęcony pomysłem na nowy klub dyskusyjny (zaczyna się jutro) i muszę przyznać, że wybór interesujący. Kluczem do do tego zbioru opowiadań są relacje polsko-niemieckie i historia obu narodów, wciąż przecinajace się losy pojedyńczych osób. Pogranicze, jego mieszkańcy, ich nadzieje, lęki, wzajemne stosunki. 12 opowiadań - część historycznych, część bliższych naszym czasom (choć to lata 90-te). I to co ciekawe Włodzimierz Nowak (kolejny dziennikarz GW - normalnie kuźnia reportażu) opowiada najczęściej o losach pojedyńczych osób, dociera do świadków i wysłuchuje uważnie ich wspomnień lub zwierzeń.
Jak dla mnie najlepsze opowiadania to te dotyczące historii - cholernie mocne, w dość zaskakującym ujęciu bo ich bohaterami często są ludzie, którzy dziś mieszkają w Niemczech (choć nie zawsze Niemcami sie czują, wypędzenie ze swoich domów). Masowe samobójstwa przed nadejściem Rosjan, poszukiwanie prawdziwej matki po latach, odbieranie dzieci wyglądających na "aryjskie" po to żeby wychowywały je rodziny niemieckie, Belg, który został siłą wcielony do Wermahtu relacjonuje udział w likwidowaniu Powstania Warszawskiego (wstrząsające), a inny Niemiec opowiada dość ciekawą historię o ucieczce z wojska do polskiej partyzantki (akurat zachwyty nad tą postacią wiecznego pacyfisty dla mnie trochę przesadzone)... No czyż nie są to dość zaskakujące i interesujące historie?    
Kto czytał zapraszamy do dyskusji :)