wtorek, 25 stycznia 2011

"Zaginione miasto Z" David Grann


Proszę Państwa,  oto słów kilka o historii szaleństwa….

W roku 1925 angielski pułkownik Percy Fawcett wyrusza na poszukiwanie mitycznego Eldorado – złotej krainy. Udaje się w głąb amazońskiej dżungli wraz synem i jego kolegą, po to by udowodnić niedowiarkom, sceptykom, że mityczne miasto istnieje... 

Całość recenzji >>TUTAJ

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Jej portret


Przyznaje, zawsze mialam nieco wyidealizowany obraz Szwecji: w szczesliwym, czystym ekologicznie kraju zyja sobie blond-ludzie pijac ogromne ilosci kawy i jezdzac volvo/saabem. Kazdy ma meble z Ikei, mala flage w kotlecikach i losia w ogrodku.

Potem przyszedl czas na Szwecje z ksiazek Maj Sjöwall & Pera Wahlöö czy Henninga Mankella i wtedy na idealnym obrazie pojawily sie pierwsze rysy. Jak to, to oni nie sa szczesliwi?

Jako studentka filologii skandynawskiej nie moglam nie zabrac sie w koncu za reportaze Macieja Zaremby – dziennikarza polskiego pochodzenia mieszkajacego w Szwecji od 1969 roku. „Polski hydraulik i inne opowiesci ze Szwecji” to zbior reportazy pisanych w latach 1992-1994 & 2000-2007 i publikowanych w dzienniku Dagens Nyheter oraz magazynie Moderna Tider, a takze drukowanych juz wczesniej w Gazecie Wyborczej. Maciej Zaremba pisal swoje teksty po szwedzku i dla Szwedow, wiec tym bardziej rzuca sie w oczy krytyka tegoz spoleczenstwa. No i ta ironia, a miejscami nawet cynizm!


Po dalszy ciag zapraszam na swojego bloga :)

Jeżdżąc po "Jeżdżąc po cytrynach"

Jak to się mówi, "wszyscy wiedzą", że nie należy oceniać książki po okładce. Wiecie? Wiecie. Ja też wiem. Ale teoria nie przekłada się na praktykę, kiedy więc zobaczyłam taki oto sielski krajobraz, uległam czarowi okładki i wrzuciłam "Jeżdżąc po cytrynach" do koszyka, choć zasadniczo zimą zamierzałam czytać o zimie, a poza tym klimaty migracji ze zindustrializowanych części świata w części niezindustrializowane a gorące nigdy mnie nie pociągały. Chyba nawet pamiętam dokładnie, jak doszło do zakupu - ktoś mi opowiadał, jak fajnie jest w Andaluzji, na hasło "Andaluzja" zatem zadziałały u mnie pozytywne skojarzenia i książkę nabyłam, czego do dziś serdecznie żałuję.

Przepis Chrisa Stewarta na wspomnienia jest prosty i dobrze znany: jestem na wsi gdzieś na skraju Europy, to teraz jeszcze zrobię z siebie głupka i będzie śmiesznie (taka bowiem formuła kryje się pod okładkową zachętą wyrażoną słowami "urocza opowieść"). Nie od dziś wszak wiadomo, że ludzie najbardziej lubią te książki, które już znają. Nie pamiętam, kto jest autorem receptury na bestseller w stylu "rzucam wszystko w diabły i przenoszę się na francuską/ włoską/ hiszpańską wieś, a potem opisuję zmagania z tubylcami, fauną, florą i biurokracją", ale że receptura okazała się skutecznym środkiem spęczniającym konto autora, to nic dziwnego, że znaleźli się naśladowcy. Wróćmy jednak do Stewarta - otóż, przedstawiając siebie jako osobę niezbyt rozgarniętą i inteligentną, Stewart opisuje, jak agentka nieruchomości wrobiła go w kupno domu po złej stronie rzeki i w dodatku z lokatorami, jak świni bić nie umiał, ale się nauczył, a przed założeniem kurzej fermy kurę widział chyba jedynie na obrazku (takie w każdym razie chce sprawić wrażenie). Sprawnie za to strzygł owce, więc choć niektórzy pomstowali, że gwałci świętą tradycję niestrzyżenia owiec, to jednak udało mu się przekonać tych, którzy pomstować nie zamierzali, do cyklicznego pozbawiania owiec wełny. Głów kogutów jeść nie chciał, ale jadł, żeby się wydawać bardziej macho i żeby nie najeść się zamiast koguta - wstydu przed sąsiadami testosteronu pełnymi. To, jak Chris et consortes znaleźli się w Andaluzji i po co, to nieważne albo nie nasz czytelniczy interes, więc tego się nie dowiemy.

Nie wiem o Andaluzji ani wiele więcej, ani wiele mniej, niż przed zetknięciem się ze wspomnieniami Stewarta. Podobał mi się jedynie opis pogoni za wodą podczas nawadniania pól oraz relacja ze chrzcin córki Chrisa i Anny, żony, kiedy to na wspólne świętowanie zebrali się ich andaluzyjscy przyjaciele i znajomi. Zapamiętam też próby przyrządzenia angielskiej herbaty w puszkach po rybie w oleju. Apelowałabym jednak do przyszłych autorów, aby nie pisać, na litość boską, wymyślonych post factum dialogów; to się nie udaje prawie nigdy i nikomu. Byłabym także wdzięczna, gdyby nie podawać charakterystyk, które nic nie wnoszą i są nieprawdziwe, bo przeczą same sobie - ta sama osoba na górze strony snuje egzaltowane wynurzenia, a na dole podkreśla własną twardość i nieczułość.
Co by na to rzekła Wikipedia?

Tytuł "Jeżdżąc po cytrynach. Optymista w Andaluzji" odszyfrowuje się następująco: pierwszy człon to aluzja do drzew cytrynowych upuszczających obfitość swych owoców na drogi, którymi czasem trzeba przejechać. Drugi człon natomiast jest chyba tylko po to, żeby był i ładnie wyglądał (bo wygląda ładnie, obiecująco i wabiąco, prawda?); sensu ni związku z treścią nie ma żadnego.

A końcowa rada dobrej cioci brzmi: domniemanego optymistę, jego cytryny, owce i kury należy omijać z dala. Niniejsze ostrzeżenie nie dotyczy rzecz jasna nikogo, kto lubi książki źle napisane i jeszcze gorzej przetłumaczone.

PS Wersję beta niniejszej notki umieściłam na
moim blogu, ale możecie ją spokojnie ominąć.

niedziela, 23 stycznia 2011

Bardzo krótko o "Blondynce w dżunglii"

Pani Pawlikowska zaprasza nas do świata pełnego niecodziennych sytuacji. Wraz z jej książką znajdujemy się w Amazonii w najbardziej dzikich jej okolicach. Ciekawe opisy przyrody, zabawne historyjki, ale czasami również pełne "grozy". Czytając tą książkę często się dziwiłam. Bardzo łatwy język, myślę, że książkę tą mogą przeczytać również starsze dzieciaki. Zabawne rysunki stworzone przez samą autorkę oraz  Nieopublikowana dotąd "sesja dla Playboya", spowodowały, że miałam cały dzień dobry humor ;)



Dalszy ciąg tutaj

„Obrazy z życia na Wschodzie 1879-1893″ Anna Neumanowa

Moje wrażenie z lektury książki „Obrazy z życia na Wschodzie 1879-1893″ Anny Neumanowej TUTAJ

sobota, 22 stycznia 2011

"Kaprysik" Mariusz Szczygieł


W jeden wieczór przeczytałam świetne i zarazem przeurocze reportaże Mariusza Szczygła. To sześć historii o kobietach - jakże różnych, oryginalnych na swój sposób. Każdą z nich wyróżnia coś nietuzinkowego. Szczygieł potrafi ująć owo "coś" i mistrzowsko ubrać w s łowa. Cała recenzja tu.

czwartek, 20 stycznia 2011

"Dzisiaj narysujemy śmierć" Wojciech Tochman



Do niedawna nie miałam okazji poznać reportaży pisanych przez jednego z najbardziej znanych twórców reportaży, czyli przez Wojciecha Tochmana. Teraz już rozumiem skąd się biorą te wszystkie okrzyki zdumienia i zachwyty nad kunsztem pisarskim. I popieram je całym sercem, mimo tego, że autor jest bezkompromisowy i pisze tak, że czytanie boli...  Nie umiem jednak napisać "profesjonalnej" recenzji tej jakże ważnej i bardzo dobrze napisanej książki, będzie to więc garść luźnych przemyśleń z nią związanych. Z góry przepraszam, jeżeli wyjdzie chaotycznie i długo, ale poruszyła mnie ona bardzo i - mimo, że upłynęło sporo dni od jej przeczytania - ciągle jestem pod jej wrażeniem.

Co mną tak wstrząsnęło? Dlaczego nie jestem w stanie napisać recenzji, a tylko garść przemyśleń? Pełen tekst znajdziecie na moim blogu, zapraszam więc do czytania i komentowania (czy to tutaj, czy u mnie) - TUTAJ.

środa, 19 stycznia 2011

Plany wyzwaniowe Urshany

Nie pamiętam dokładnie wszystkich pozycji z literatury faktu, które przeczytałam, ale o kilku należy wspomnieć. Wśród reportaży króluje u mnie Ryszard Kapuściński, to chyba żadne zaskoczenie. Przeczytane książki tego autora to:

  • Heban
  • Cesarz
  • Imperium
  • Podróże z Herodotem
  • Kirgiz schodzi z konia
  • Wojna futbolowa
  • Szachinszach
  • Autoportret reportera
  • Lapidaria

Wydaje mi się, że to dość reprezentatywny zbiór, w związku z czym nie planuję w ramach wyzwania czytać Kapuścińskiego, a jedynie budzącą kontrowersję biografię Artura Domosławskiego Kapuściński non-fiction.

Ponadto czytałam w ciągu ostatnich kilku lat:

  • Mariusz Szczygieł, Gottland
  • Andrzej Stasiuk, Jadąc do Babadag
  • Krzysztof Varga, Gulasz z trulra

To niewiele, wszystkie jednak wymienione wyżej pozycje są znakomite i na długo pozostaną w mojej pamięci.

W ramach wyzwania planuję oczywiście przeczytać w tym roku sześć pozycji z kręgu literatury faktu. Co to będzie? O trzech mogę powiedzieć coś więcej, bo mam je na półce:

  • Mariusz Szczygieł, Zróbmy sobie raj - to priorytet
  • Wojciech Cejrowski, Gringo wśród dzikich plemion, Rio Anakonda - w ramach dokształcania się z literatury podróżniczej

A pozostałe trzy? Biorę pod uwagę nazwiska Hugo-Bader, Jagielski, Tochman - bez określania konkretnych tytułów. Będę się rozglądać wśród pozycji Wydawnictwa Czarne, bo tam można znaleźć wiele ciekawych propozycji. I oczywiście będę zaglądać na blog wyzwaniowy, zapewne wiele wpisów okaże się inspiracją.

niedziela, 16 stycznia 2011

Ryszard Kapuściński - Busz po polsku

Książkę nieraz miałam w ręku i odkładałam na półkę. Jakoś nie pociągał mnie ten "Busz..."  Książka ta kojarzyła mi się ze starymi wydaniami reportarzy, których nikt nie czytał, propagandą sukcesu,  siermiężnością życia w Polsce Ludowej. Książkę wpisałam jednak na listę lektur. Dlaczego? Bo skoro ukazuje się siódme wydanie ( rok 2008 ), to coś w tej książce być musi. 
Ciąg dalszy

"Podróże po Azji Środkowej: 1885-1890" Bronisław Grąbczewski

Opasłe tomiszcze wydawnictwa PWN z serii „Odkrywanie świata. Olgierd Budrewicz poleca” to genialne źródło informacji dla wszystkich pasjonatów literatury podróżniczej i reportażu. Szczególnie kiedy „Chcąc zachować atmosferę książki i pozwolić Czytelnikowi na podróż w czasie, wydawca zrezygnował z ingerencji w pisownię i stylistykę, opatrując tekst jedynie niezbędnymi przypisami”.

Od kiedy książka pojawiła się w księgarniach czaiłam się na jej zakup, gdyż Azja to kontynent, z którego opowieści chłonę jak gąbka.

Książka ta jest dość ostatnio popularna na blogach, ale wcale mnie to nie dziwi, gdyż to genialny zapis odwagi, pasji i obserwacji, a więcej o niej na MOIM BLOGU
Zapraszam