" (...)
zastanawiałem się, czy ja naprawdę wierzę w elfy? Bo wiem, że chciałbym,
ale czy wierzę? Przecież ich nie widziałem. Ale - zacząłem pytać sam
siebie (co prawdopodbnie jest jakimś
skomplikowanym objawem chorobowym) - czy widziałeś kiedyś bakterię? A
kwanta? Albo witaminę? Nie? Ale wiesz, że istnieją. To, że czegoś nie
widziałem, nie oznacza, że to nie istnieje...*
Asia i Edi Pyrek mają wielki apetyt na życie. Widać to w ich
felietonach, wywiadach, a już najbardziej, w pisanych przez nich
książkach. Ich entuzjazm jest zaraźliwy, jednak
chęć podzielenia się wrażeniami bywa nadmierna i wtedy zaczyna się chaos. Tak było w przypadku tej książki.
Na książkę składają się trzy rozdziały.
Portugalia, czyli poszukiwanie Świętego Graala, jest moim zdaniem najmocniejszą częścią tej książki
. Wszystko
zaczyna się Lizbonie, skąd przez Fatimę trafiamy do Porto. Aby
dowiedzieć się czegoś więcej o mitycznym Graalu, podążamy wraz z
autorami śladem ostatniego Mistrza Zakonu Templariuszy, wysłuchujemy po
drodze wielu ciekawych (choć niejednokrotnie sprzecznych ze sobą) teorii
z Lożą Masońską na czele, a nawet zahaczamy o temat wierzeń Hitlera w
ezoterykę. Czy Święty Graal zostaje odnaleziony? W pewien sposób tak.
Wszystko zależy od tego, co kto rozumie pod pojęciem Świętego Graala.
Irlandia i
poszukiwaniu elfów nie robią już tak dobrego wrażenia. Co prawda
rozdział ten jest napisany na znacznie większym luzie i czyta się go
przyjemnie, jednak na dłuższą metę nic z niego nie zapada w pamięć. Ot,
byli tu i tam, myśleli, że elfy są takie, a ktoś im powiedział, że
jednak inne i to tyle.
"Elfy
są piękne, przezroczyste, efemeryczne, delikatne i ładnie prezentują
się na książkowych ilustracjach (...) Nie są krasnalami - tymi
kurduplami z długimi brodami, które chodzą w czerwonych czapeczkach i
wyśpiewują "Hej ho, hej ho...". W porównaniu z elfami krasnale są
prymitywne i lekko nienormalne (...) Czy nikt się nie zastanowił nad
faktem, że krasnale często zamieszkiwały muchomory (Amanita muscaria),
czyli jedną z najbardziej halucynogennych i szamańsich roślin w tej
części Europy? A w elfach nie ma nic gwałtownego, groźnego albo
nieprzyjemnego (...) Jednym słowem - każdy zdrowo myślący człowiek
chciałby mieć w domu elfa - najlepiej samiczkę. I właśnie dlatego
postanowiliśmy pojechać do Irlandii - krainy św. Patryka, polskich
emigrantów, moherów, guinessa i elfów". **
Ostatni rozdział, traktujący o
Turcji i
poszukiwaniu Świętego Mikołaja jest za to najciekawszy pod względem
zdjęć. Piękna fotorelacja m.in. ze Stambułu, Didymy czy Efezu wspaniale
obrazuje podróż autorów i sprawia, że książkę zamykamy z nutką żalu.
Książka sama w sobie
nie jest zła, ale czytałam już znacznie ciekawsze reportaże. Być może
jeszcze kiedyś sięgnę po którąś z pozostałych książek państwa Pyrek, ale
"Ale o co chodzi..." nie oszołomiło mnie na tyle, żebym już teraz
rzuciła się na ich poszukiwanie.
*"Ale o co chodzi, czyli w poszukiwaniu Graala, Elfów i Św. Mikołaja" Asia i Edi Pyrek, wyd. National Geographic, str.175
** str. 104